Przegląd masek do włosów BingoSpa - keratynowa i z glinką Ghassoul


Dobra maska do włosów pomaga utrzymać włosy w dobrej kondycji. Ja swoje poszukiwania idealnej maski skierowałam ostatnio znów w kierunku Bingo Spa. W moje ręce wpadły dwie pozycje: keratynowa kuracja do włosów ze spiruliną oraz maska do włosów z glinką Ghassoul.  Która z nich sprawdziła się lepiej na moich prostych, farbowanych włosach?  

Bingo Spa, Keratynowa kuracja do włosów ze spiruliną

Keratyna utrzymuje właściwy poziom nawilżenia skóry i włosów, a dzięki zawartości siarki likwiduje  stany zapalne. W swoim składzie Keratynowa Kuracja BingoSpa zawiera spirulinę, która  regeneruje włókna włosów, zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu końcówek, dodaje im objętości i sprężystości, hamuje wypadanie włosów. Dzięki kuracji keratynowej włosy ulegają wyraźnemu wzmocnieniu i w sposób zauważalny zwiększa się ich objętość, odzyskują połysk, gładkość  i zdrowy wygląd.
Sposób użycia: preparat delikatnie wmasować we włosy i skórę głowy. Po 10 minutach włosy dokładnie spłukać, wysuszyć i rozczesać. Zabieg powtarzać codziennie przez 5 dni, następnie profilaktycznie 1-2 razy w tygodniu.





Kuracja ma dość zbitą konsystencję jak na produkty do włosów z BingoSpa. Zapach dość mocno kremowy - na szczęście ni krzty nie przypomina spiruliny (która jak dla mnie ma nieznośny zapach;) Jeśli chodzi o skład - na samym początku mamy emulgator, który zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza włosy, potem Stearamidopropyl Dimethylamine - naturalny składnik pozyskiwany z oleju rzepakowego, zastępujący działanie silikonu, działanie antystatyczne, odżywcze, kondycjonujące; hydrolizowana keratyna na szóstym miejscu czyli całkiem wysoko. 

Stosowałam tą maskę zgodnie z zaleceniem producenta; co zauważyłam na samym początku to mocne wygładzenie włosów - o to nie było trudno, gdy włosy lubią keratynę. Warto pamiętać, by dokładnie wypłukać skalp - przy tak częstym (jak producent zaleca przy każdym myciu na początku kuracji) nakładaniu można niepotrzebnie obciążyć włosy. Niestety moje kosmyki są z tych przetłuszczających się i odnotowałam że są krócej świeże.
Diametralnych zmian w kondycji włosów nie zauważyłam, jednak nie można odmówić zmniejszonej łamliwości włosów; są sprężyste i zdecydowanie bardziej zdyscyplinowane. 
250g maski kosztuje 14,70zł i można ją dostać w sklepie on-line Bingo Spa. 

Bingo Spa, maska do włosów z glinką Ghassoul


Glinka Ghassoul zawiera unikalne bogactwo krzemu, magnezu i wapnia, które remineralizują i odbudowują włosy. Glinka charakteryzuje się wysoką zawartością składników mineralnych, zwłaszcza krzemionki, która ma bardzo ważny wpływ na wygląd skóry, włosów i paznokci. Krzemionka zwiększa gładkość i sprężystość włosów. Bardzo dobry współczynnik absorpcji i stosunek wymiany jonowej powoduje, że Ghassoul w oczyszczaniu, odtruwaniu i leczeniu skóry głowy jest bardziej skuteczna niż większość innych glinek. Skutecznie myje włosy i skórę głowy, nie uszkadzając łuski włosowej i włókien keratynowych. Chroni przed zanikiem warstwę lipidową skóry głowy.
Po zastosowaniu maski BingoSpa z glinką Ghassoul włosy stają się błyszczące, miękkie i sprężyste.
Sposób użycia: maskę BingoSpa równomiernie rozprowadzić na umytych, wilgotnych włosach. Po ok. 2 min. dokładnie spłukać.


Krótki skład, ogromna pojemność i przyzwoite działanie. Tak chciałabym zacząć opis tej maski! Bardzo lubię te wszystkie produkty do włosów, które mają po 500ml i można je dowolnie mieszać ze wszystkim - olej, który solo działa zbyt słabo; miód, żółtko etc. Ostatnio dodałam jej również do farby drogeryjnej i nie wpłynęło to na moc farbowania, a i włosy mniej ucierpiały. 
Zapach jest również delikatny, nie utrzymuje się na włosach. Ma dość krótki skład, jednak tytułowa glinka jest niestety na ostatnim miejscu przed parfum, czyli jest jej niezbyt dużo. Ale mocne nawilżacze w większej ilości rekompensują i finalnie maska sprawdza się super jako codzienna odżywka, która nie obciąża włosów.  
500g maski kosztuje 12,50zł i można ją dostać w sklepie on-line Bingo Spa. 

Jakie macie doświadczenia z kosmetykami do włosów BingoSpa? Macie swoje perełki?
Czytaj Więcej
6 Komentarze

Wyniki rozdania Świątecznego Boxa


Święta tuż za pasem, a ja siedzę i sprawdzam zgłoszenia :))) Tym razem było ich aż 127!
Dziękuję każdej z Was za udział w zabawie! 

Mam nadzieję, że wylosowana przeze mnie osóbka ucieszy się z takiej niespodzianki pod choinką :) 



Gratuluję! I zapraszam do kontaktu mailowego :)

Czytaj Więcej
35 Komentarze

Nowe maski do twarzy BingoSpa - cynkowa vs drożdżowa!


Hasło "maska do twarzy" zawsze kojarzy mi się z saszetkowym koszmarkiem, gdzie niedokończone opakowanie czeka na zbawienie i zużycie do końca.. Więc sama się sobie dziwię, że tak rzadko sięgam po maseczki zamknięte w normalnym opakowaniu. Minusem oczywiście będzie to, gdy kosmetyk nam nijak podpasuje i cóż począć z jego resztą. No ale dziś nie o tym! 

BingoSpa potrafi zaciekawić nietypowymi kosmetykami - tak też było w tym wypadku. Te dwie maski, notabene nowości u nich, bo wcześniej widziałam wersje w zakręcanych, nieporęcznych słoikach oraz w innych wariantach składowych. 

Dziś znów będzie wpis dla osób ze skórą problematyczną i przetłuszczającą się. Żadna z maseczek nie podpasuje dziewczynom o skórach wrażliwych czy delikatnych! 




Drożdżowa maska do twarzy z wyciągiem z imbiru

Maska BingoSpa do twarzy zawiera ekstrakt z drożdży piwnych oraz wyciąg imbiru. Drożdże piwne zawierają duże ilości bardzo ważnych biologicznie protein, witamin z grupy B oraz soli mineralnych - głównie fosforu, potasu, siarki, magnezu i wapnia. 
Skład: Aqua, Faex Extract (wyciąg z drożdży leczniczych), Alcohol denat., Zingiber Officinale Root Extract (Ekstrakt z korzenia imbiru), Soluble Collagen (roztwór hydrolizowanego kolagenu), Triethanoloamine, Acrylates/Steareth-20 Mathacrylate Copolymer (substancja żelująca), Carbomer (zagęstnik), Propylene Glycol (alkohol), Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Sodium Benzoate (eko konserwant), DMDM Hydantoin (substancja konserwująca). 

Skład na szczęście krótki, ale patrząc na niego możemy mieć mieszane uczucia. Zupełnie nie rozumiem tego alkoholu na trzecim miejscu, który faktycznie przy zbyt częstym używaniu kosmetyku może prowadzić do niepotrzebnego przesuszenia. Plus za wyciąg z drożdży, imbiru; kolagen - składniki, które w teorii mają pasować problematycznym cerom. Maska o konsystencji żelu do włosów, rzadka, ale nie na tyle by spływała zaaplikowana na twarz. Zapach dość neutralny, niedrażniący, po chwili się ulatnia. 
Chłodny żel daje uczucie ulgi podczas nakładania - warto spotęgować ten efekt uprzednim włożeniem kosmetyku do lodówki! 
Generalnie nie jest to zła maseczka, ale nie zauważyłam spektakularnych efektów. Fajne urozmaicenie pielęgnacji, ale nie spodziewałabym się widocznej poprawy stanu skóry. 
Po aplikacji buzia jest odświeżona i dobrze oczyszczona - kremy wchłaniają się o niebo lepiej. 
Znajdziecie ją tutaj w sklepie on-line.

 

Cynkowa maska do twarzy z Retinolem

Maska BingoSpa zawiera podstawowe składniki, które są potrzebne do zachowania czystej i gładkiej skóry. 
Skład: Aqua, Zinc Oxide (tlenek cynku), Ceteareth-20 (Substancja myjąca usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry), Cetearyl Alcohol, Linum Usitatissimum extract (ekstrakt z lnu), Aloe Vera Extract (ekstrakt z aloesu), Chamomilla recutita extract (ekstrakt z rumianku), Retinyl palmitate (Witamina A w postaci proretinolu. W skórze ulega przekształceniom z wydzieleniem retinolu - podstawowej formy witaminy A), Arachis hypogaea oil (olej arachidowy), Tocopherol (witamina E), Propylene Glycol (alkohol), Citric acid (kwas cytrynowy), Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantoin (substancja konserwująca), Butylhydroxitoulen (przeciwutleniacz). 

Cynkowy brat w odróżnieniu od poprzednika ma o wiele ciekawszy skład. Bardzo popularna jest pasta cynkowa, która nakładana punktowo na wyprysk przyspiesza jego gojenie. Podejrzewałam, że maska z cynkiem to będzie coś wspaniałego! W praktyce - faktycznie sprawdziła się nieco lepiej niż wersja drożdżowa. Maska ma postać gęstego kremu, którą bardzo łatwo się nakłada. Po kilku minutach czuć lekkie zastyganie i ściągnięcie. Pachnie dość mocno jakimś kremem aptecznym, ale nie jest to zapach drażniący. 
Uwaga wrażliwcy - moja pierwsza aplikacja skończyła się bardzo szybko, gdyż piekła mnie twarz. Na szczęście przy kolejnym podejściu już nie było takiej sytuacji, więc zupełnie nie wiem na jaki składnik tak zareagowałam. 
Co do zmywania maski - tutaj trzeba się trochę przyłożyć, bo dość mocno się maże w kontakcie z wodą, ale ciepła woda i delikatna gąbeczka do demakijażu powinny załatwić sprawę. 
Znajdziecie ją tutaj w sklepie on-line


Chciałabym żeby na stronie sklepu BingoSpa postarali się o składy INCI oraz o nieco lepsze opisy kosmetyków. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze lubię zajrzeć w skład i przeczytać obietnice producenta - tutaj na podstronie tych masek ewidentnie tego brakuje:) 
Obie maski zamknięte są w opakowaniach z pompkami, które są bardzo poręczne i dozują odpowiednią ilość produktu. Oba produkty mają aż po 150ml i kosztują 14zł - zatem stosunek ilości do ceny jest świetny.  

Dajcie znać czy próbowałyście jakichś konkretnych masek z BingoSpa i możecie mi coś polecić!
Czytaj Więcej
13 Komentarze

Ostatnie podsumowanie przygody z LashVolution

lashvolution efekty na rzęsach czy warto kupić blogspot kuracja rzęs

Byłyście ciekawe jak skończy się moja kuracja odżywką do rzęs LashVolution. Już śpieszę powiadomić, że efekty były - pokazane we wpisie po miesiącu czasu kuracji - oraz są, co pokażę teraz. 

Co się zmieniło po pełnej kuracji LashVolution? 

Muszę przyznać, że aktualnie nie są już aż tak spektakularnie długie, jakie były właśnie po ponad miesiącu. Można jednak na pewno zauważyć zagęszczenie rzęs. Ode mnie - rzęsy stały się naprawdę grubsze, sztywniejsze - a co za tym idzie naturalnie się podkręcają i świetnie trzymają tusz (nagle każdy przestał się kruszyć, ja się pytam dlaczego?!:) 

lashvolution efekty na rzęsach czy warto kupić blogspot kuracja rzęs

W prawym oku od zawsze mam problem z ilością włosków w zewnętrznym kąciku. W tym momencie jest ich troszkę więcej. Rzęsy wydają się też być ciemniejsze, ale tu chyba chodzi o zagęszczenie oraz ich grubość:)

lashvolution efekty na rzęsach czy warto kupić blogspot kuracja rzęs

W przypadku lewego oka jest bardzo podobnie - rzęsy są sztywniejsze i bardziej podkręcone, grubsze w dotyku. Również zewnętrzny kącik nieco się zagęścił, co mnie bardzo ucieszyło!

lashvolution efekty na rzęsach czy warto kupić blogspot kuracja rzęs

Na co dzień trzeba się nauczyć żyć z nowymi rzęsami. Przyznam, że do tej pory mam niemałe problemy z ich malowaniem - dużo łatwiej o posklejane, pajęcze nóżki;) Na zdjęciu użyłam tusz, który normalnie nie daje szałowego efektu. Dzięki moim odmienionym rzęsom nagle przypadł mi do gustu. 
Szkoda że rzęsy wypadają tak jak każde inne włosy z naszego ciała, bo efekt nie jest bardzo długotrwały. Ale taka kuracja to fajna sprawa by wzmocnić rzęsy i nadać im całkiem innego wyglądu, niż ten, który znałyśmy do tej pory! 

Myślę, że taka odżywka będzie fajnym prezentem pod choinkę, więc jeśli jeszcze nie masz prezentu dla mamy to być może właśnie go znalazłaś;) Warto śledzić FanPage marki, bo często jest darmowa dostawa! A samą odżywkę znajdziecie tutaj

(psst! wchodząc na stronę główną można pobrać darmowy e-book, gdzie można się dowiedzieć jak w naturalny sposób uzyskać piękne rzęsy!)

Jak u Was sprawdzają się takie odżywki?
Czytaj Więcej
17 Komentarze

Szampony Yves Rocher - który lepszy?


Lubię zmieniać szampony, bo widzę, że moje włosy często przyzwyczajają się do jednego. Te z Yves Rocher podpatrzyłam już jakiś czas temu u Anwen. 

Sięgnęłam po wersję Volume - ta, która Anwen sprawdziła się najlepiej oraz po wersję do włosów farbowanych - bo takie właśnie mam i zależy mi, by przedłużyć choć w niewielkim stopniu intensywność koloru. Jak każdy z nich wypadł w mojej pielęgnacji? Postaram się Wam przybliżyć tą sprawę;)

Volumizing Shampoo (Szampon zwiększający objętość włosów z wyciągiem z malwy)

Szampon do włosów cienkich i delikatnych. 98% składników pochodzenia naturalnego. Składniki pochodzenia roślinnego: malwa bio, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Bez silikonu, bez sztucznych barwników. Bez parabenów.

Skład: Aqua/Water/Eau, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Malva Sylvestris (Mallow) Flower/Leaf/Stem Extract, Glyceryl Oleate, Coco-Glucoside, Sodium Benzoate, Parfum/Fragrance, Glycerin, Citric Acid, Panthenol, Alcohol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Chloride, Salicylic Acid.

Ta wersja szamponu jest żelowa (formuła przezroczysta). Sprawdzi się bardzo dobrze na włosach cienkich (do których jest dedykowany), gdyż w ogóle ich nie obciąża. Ja mam włosy ciężkie, grube, praktycznie niewycieniowane i ciężko mi było stwierdzić czy jego właściwości zwiększające objętość faktycznie działają. Nie polubiłam go na tyle, by kupić kolejne opakowanie z prostego względu - włosy po kilku użyciach przyzwyczaiły się do niego i nie domywał ich już tak dobrze jak na początku. Podejrzewam że przyczyną tego jest fakt, że zamiast mocnych SLSów ma na początku składu ALS, czyli faktycznie łagodne myjadło :). Wydaje mi się, że był mniej wydajny niż jego brat - zużywałam go więcej bo trochę słabiej się pieni. Warto nadmienić o jakże wspaniałym zapachu (tak wiem, w YR to standard:)) 


Protection & Radiance Shampoo (Szampon chroniący blask włosów farbowanych)

Formuła bez silikonu, aby chronić włosy nie obciążając ich. Wyciąg z głogu z ekologicznych upraw ma właściwości antywolnorodnikowe (przeciwutleniajace), co zapewnia ochronę przeciw promieniom UV. Dzięki tym właściwościom kolor włosów jest lepiej chroniony.
96% składników pochodzenia naturalnego. Składniki pochodzenia roślinnego: głóg bio, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Bez silikonu, bez sztucznych barwników. Bez parabenów.

Skład: Aqua/Water/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycol Distearate, Crataegus Monogyna Flower Extract, Cocamide Mipa, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Acrylates Copolymer, Citric Acid, Sodium Benzoate, Lauryl Glucoside, Glycerin, Parfum/Fragrance, Polyquaternium-10, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Panthenol, Ethylhexyl Salicylate, Sodium Hydroxide, Sodium Chloride, Salicylic Acid, Potassium Sorbate.

Szampon już od pierwszych użyć skradał moje serce. Fajna formuła, nieprzezroczysta, która bardzo podpasowała moim włosom - pieni się bardzo dobrze, potrzeba go niewiele - co za tym idzie wzrasta jego wydajność. Pachnie również ziołami - te zapachy są cudowne! I mam wrażenie, że dość długo utrzymują się na moich włosach (choć dużo zależy też jakiej odżywki użyję później). 
Generalnie dziewczyny, którym nie przeszkadza SLS w składzie, a szukają szamponu chroniącego kolor to powinny go wypróbować. Aktualnie zużywam kolejną butelkę i o dziwo do tej wersji moje włosy jeszcze się nie przyzwyczaiły :) 

Podsumowując Volume: 
+ lekka, nieobciążająca formuła 
+ brak silnych detergentów 
+ idealny dla wrażliwców 
+ zapach, skład
- może być za słaby dla cięższych włosów
- włosy mogą się do niego przyzwyczaić 
- słabsza wydajność



Podsumowując Protection & Radiance Shampoo:
+ filtry UV, pomagające chronić kolor farbowanych włosów
+ formuła nieprzezroczysta, bardziej gęsta
+ zapach, naturalny skład 
- SLS na początku składu
- może obciążyć bardzo cienkie włosy

 Wszystkie szampony kosztują 11,90 za 300ml, czyli naprawdę niewiele. Stosunek jakości do ceny świetny!
Sięgacie po szampony Yves Rocher? Który z nich jest Waszym ulubieńcem?:) 
Czytaj Więcej
18 Komentarze

Wygraj ŚWIĄTECZNY BOX! (Balea/Bielenda/Astor/Sally Hansen i inne) do 13/12/2015!

Dziewczyny! Z racji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia chciałabym z jedną z Was podzielić się specjalnie przygotowanym Świątecznym Boxem :) 

Box z założenia jest jedną wielką niewiadomą - powszechnie wiadomo, jak każda z Nas lubi niespodzianki... :) Mam nadzieję, że ta forma rozdania przypadnie Wam do gustu!

Zapakowałam do niego zarówno pielęgnację jak i kolorówkę - łącznie znajdziesz 10 kosmetyków:)

Jak to zwykle u mnie bywa by wziąć udział w losowaniu trzeba naprawdę niewiele - wystarczy być publicznym obserwatorem bloga. 


Co zrobić by wziąć udział w losowaniu?
WYSTARCZY BYĆ PUBLICZNYM OBSERWATOREM BLOGA!  
Dodatkowo: 
* Wkleić baner do bocznej ramki (+ 1 los)
* Follow on Instagram @sayonaramoose KLIK (+1 los)
Polubić Fan Page Sayonaramoose (+ 1 los)




Łącznie można zebrać 4 losy. Konkurs trwa do 13 grudnia 2015 r.
Mały regulamin:
1. Sponsorem nagród jest właścicielka bloga http://sayonaramoose.blogspot.com/
2. Aby wziąć udział w konkursie, trzeba być publicznym obserwatorem bloga http://sayonaramoose.blogspot.com/ .
3. Konkurs trwa od 20/11/2015 do 13/12/2015 23:59
4. Zwycięzca zostanie wyłoniony poprzez losowanie.
5. Nagroda nie podlega wymianie.
6. Nagroda zostanie wysłana tylko na teren Polski w przeciągu tygodnia od wyłonienia zwycięzcy. 
7. Musi zgłosić się minimum 40 blogów, by konkurs został rozstrzygnięty. 
8. Uczestnicy są zobowiązani do poinformowania organizatora o udziale w konkursie poprzez komentarz, o następującej formie:

Obserwuję jako:
Lubię na FB: TAK/NIE (imię + pierwsza litera nazwiska)
Wkleiłam baner do ramki: TAK/NIE (adres bloga)
Follow on Instagram: TAK/NIE (login)


POWODZENIA!:)
Czytaj Więcej
135 Komentarze

Nowości od Dove dla ciała i włosów - relacja z konferencji - 30.10.2015

 

 W ostatnim czasie dostałam zaproszenie na konferencję prezentacji nowości marki Dove, która odbyła się 30 października w Warszawie. Wyprawa to była niemała, bo musiałam zerwać się z łóżka skoro świt i migiem dostać się do stolicy, dzięki naszemu pendolino;)

Po wszystkich formalnościach zostałyśmy zaprowadzone do sali konferencyjnej, gdzie czekał na nas słodki poczęstunek oraz obowiązkowo kawa!



Bufet prezentował się naprawdę smakowicie! Osobiście bardziej przypadła mi do gustu sekcja słodkości;) 

Pierwsza część konferencji została poświęcona nowościom do pielęgnacji skóry - linia DERMASPA. Badania przeprowadzone dla marki wykazały, że współczesna kobieta zupełnie nie ma czasu by zadbać o swoje ciało; a jeśli już to robi - sięga po coś błyskawicznego, nie przywiązując zbytnio dużej wagi do całego procesu. Marka wyszła naprzeciw naszym potrzebom właśnie z linią kosmetyków, które łączą dwa pojęcia. 


Skróty Derma i Spa są często wykorzystywane w kosmetologii i dziedzinach związanych z pielęgnacją skóry. Skrót „derma” tzn. skóra – odnosi się do dermatologii, czyli dziedziny medycyny wszechstronnie dbającej o zdrowie i piękno skóry. A słowo „spa” to skrót od łacińskiej sentencji "sanusper aquam" czyli zdrowie przez wodę. 
Obecnie słowo Spa jest synonimem szeroko rozumianych zabiegów kosmetycznych, mających na celu poprawę kondycji skóry poprzez wykorzystanie kosmetyków dostarczających wielu doznań sensorycznych (zapach, konsystencja), masaż oraz relaks i wyciszenia umysłu.

Seria DermaSpa składa się z następujących linii: Youthful Vitality, Uplifted+, Intensive, Summer Revived i Goodness3.


Druga część spotkania została poświęcona pielęgnacji włosów. Nowa seria Dove Regenerate Nourishment wykorzystuje unikalne połączenie technologii oraz naturalnych składników odżywczych, które regenerują zniszczone pasma i przywracają im zdrowy wygląd. 

Sekretem jej skuteczności jest unikalne połączenie czerwonych alg i kompleksu Nutri Keratin, zawierającego liczne pierwiastki pielęgnujące włosy. Ten wyjątkowy kompleks uzupełnia brakujące składniki odżywcze i przywraca integralność struktury wewnętrznej włosa, wzmacniają je od środka.

 
Prócz niekończących się rozmów głównymi atrakcjami na spotkaniu była możliwość zbadania kondycji skóry i włosów. Każda z Nas z chęcią poddała się tym prostym zabiegom, by móc dobrać lepiej swoją pielęgnację. Mi wyszło że mam skórę suchą - z czym trochę się nie zgadzam, bo nie zawsze odczuwam potrzebę nakładania balsamu po kąpieli;) Natomiast w przypadku włosów okazało się, że są w bardzo dobrej kondycji tylko mają tendencję do łamania się na końcach. 





Oczywiście nie obyło się bez prezentów do testowania :) Każda z uczestniczek dostała przeogromne paczki z nowościami Dove. A w nich znalazłam: 



Także mam co testować :) Bardzo się cieszę, że miałam możliwość uczestnictwa w takim spotkaniu, było to coś nowego dla mnie :) 

Zainteresowało Was coś z nowości Dove?
Czytaj Więcej
18 Komentarze

Pielęgnacja skóry tłustej - jesień 2015



Jako właścicielka skóry problematycznej jestem zobowiązana do szukania kosmetyków idealnych. Które nie zrobią dodatkowego kuku, no i które dodatkowo pomogą w walce z niedoskonałościami. Niestety mimo upływu kolejnych miesięcy nie udaje mi się wygrać batalii z kolejnym wypryskiem; jednak moja obecna pielęgnacja pozwala mi na uzyskanie efektu "da się wyjść do ludzi" ;) 

Bardzo lubię podpatrywać tego typu wpisy na innych blogach, bo zawsze dopiszę jakąś perełkę do swojej listy zakupów. Nie przedłużając, rzućcie okiem co obecnie nakładam na twarz! 

PŁYN MICELARNY

Dość podstawowy kosmetyk u każdego typu skóry. Ja zmywam nim makijaż oczu, twarzy. Czasami przemywam nim też twarz przed nałożeniem kremu. Jakiś czas temu pokazywałam zestawienie kilku płynów z różnych firm, myślę że pomoże wybrać micel idealny! 

PEELING/DODATKOWE OCZYSZCZANIE

Seria Liście Manuka z Ziaji weszła szturmem na nasz rynek. Kremy nie zachwycają składami, a tonik też średnio przypadł mi do gustu (nie zauważyłam żadnych rezultatów) natomiast! Pasta oczyszczająca przeciw zaskórnikom okazała się być strzałem w dziesiątkę. Masa dziewczyn polubiło ten kosmetyk, a ja do tej pory pukam się w głowę dlaczego tak późno trafił w moje ręce. 
Czy działa? Tak, zdecydowanie. Świetnie oczyszcza skórę z sebum, pory oczyszczone na tyle, na ile się to da zrobić peelingiem (trzeba być realistą w tym przypadku;). 
Pastę stosuję max 2x w tygodniu.

DEMAKIJAŻ TWARZY/ŻEL DO MYCIA 

Niezmiennie od dłuższego czasu króluje żel do mycia z Fitomedu. Bardzo go cenię za skład (brak wysuszających SLSów itd) i za to, że świetnie doczyszcza buzię z reszty makijażu. Więcej pisałam o nim w osobnej recenzji

 

TONIZOWANIE TWARZY

Kiedyś woda różana, potem toniki ze sklepowych półek. Nie mówię, że nigdy do takich nie wrócę, ale na ten moment moim numerem jeden jest hydrolat oczarowy. Jest znakomitym środkiem do odświeżania i nawilżania skóry tłustej z rozszerzonymi porami oraz wrażliwej. Łagodnie ściąga pory, tonizuje oraz posiada właściwości przeciwzapalne.
I w tym przypadku Fitomed nie zawiódł! Na stronie sklepu możemy go dorwać już za 13zł za 100ml płynu. Producent zaleca rozcieńczanie roztworu z wodą, w stosunku 1:1. Przyznam się, że wcale go nie rozcieńczam (a może powinnam, bo przynajmniej miałabym go więcej;) 
Faktycznie delikatnie ściąga pory. Świetnie tonizuje, nawilża i neutralizuje stany zapalne. Ma niezbyt miły, ziołowy zapach, ale można do niego przywyknąć. Jak dla mnie must have do tłustej skóry!


DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Odkąd moja twarz zaczęła gościć nieproszonych koleżków, sięgałam po maść cynkową. Sprawdzała się dobrze - stosowana na noc niwelowała zaognione miejsca. I w sumie przez okres gimnazjum/liceum niczym innym jej nie zastępowałam, aż do momentu, gdy kliknęłam w jakimś sklepie internetowym olejek z drzewa herbacianego
Pokrótce - działa lepiej. Jego antybakteryjne właściwości są zbawienne dla kolejnego rosnącego, podskórnego gula, który nie będzie miał zamiaru nigdy wyjść na światło dzienne (ręka do góry kto się z tym zmaga:( ). Fajnie podsusza wypryski. Polecam spróbować, również nie był drogi :)


KREM NA NOC 

Aktualnie rozpoczęłam walkę z przebarwieniami i rozjeżdżającymi się w zastraszającym tempie porami. Wyżej wymieniony hydrolat nieco pomaga, ale chciałam postawić na kwas tej jesieni. Sięgnęłam zatem po Acnederm. Naczytałam się niezłych epopei na jego temat w internecie.. W każdym razie krzywdy miał mi nie zrobić. 
Aktualnie jestem po 1,5mies stosowania i nie widzę widocznych na tyle efektów, by móc powiedzieć z ręką na sercu że działa i że mi pomógł. Cierpliwie smaruję twarz (przynajmniej 5x w tygodniu na noc) i liczę się z tym, że kurację będę kontynuować jeszcze przez całą zimę. 
Jeśli któraś z Was próbowała Acnedermu dajcie znać jakie efekty przyniósł. U mnie nie wystąpiły ani żadne efekty uboczne (łuszczenie czy wysuszenie skóry), jedynie nieco uregulowało się produkowanie sebum. 

KREM NA DZIEŃ 

Zawsze stawiam na kremy o lekkiej, nietłustej konsystencji by fluidy nie zjeżdżały mi po 3h od nałożenia. Tołpa - matujący krem korygujący w tym momencie to mój faworyt. Wchłania się bardzo szybko (a rano każda minuta cenna;) nie zostawia absolutnie żadnego filmu, a co najważniejsze - podkłady wyglądają na nim dobrze. Nie przyczynia się do szybszego świecenia skóry - i właśnie za to go lubię. 


Tak wygląda moja pielęgnacja na ten moment, a jak wygląda Twoja? Odnalazłaś coś ciekawego dla siebie? Daj koniecznie znać :)
Czytaj Więcej
16 Komentarze

Algowe SPA w domu - Repechage, krem do ciała


Repêchage to prekursorzy w technologiach przetwarzania alg morskich oraz pionierzy w Stanach Zjednoczonych w zabiegach i kosmetykach opartych na ekstraktach z alg. Algi są poławiane w czystych wodach morskich u wybrzeży Bretanii i przetwarzane najnowocześniejszymi metodami, pozwalającymi zachować ich najważniejsze właściwości. Do produkcji kosmetyków wykorzystywane są tylko najwyższej jakości naturalne składniki oraz innowacyjne technologie. Marka współpracuje z właścicielami salonów kosmetycznych i spa zapewniając im zarówno produkty, zabiegi, jak i specjalistyczne szkolenia.

Przez ostatni czas miałam przyjemność testować krem do ciała zawierający właśnie algi morskie. Co warto zauważyć - na etykiecie z tyłu znajduje się informacja o braku parabenów oraz nie testowaniu na zwierzętach. To dość kluczowe informacje dla wielu z Nas! 


Krem zamknięty jest w bardzo poręcznej tubie, zakończonej małym dziubkiem. Jest to świetne rozwiązanie ponieważ jesteśmy w stanie idealnie kontrolować ilość używanego kremu. Sam balsam ma lekką formułę, bardzo łatwo rozsmarowuje się na ciele. Ma delikatny zapach, typowo kremowy - na szczęście w ogóle nie przypomina zapachu alg ;) 

Mimo lekkiej konsystencji niemalże natychmiastowo przynosi ulgę suchej skórze. Wchłania się szybko i nie zostawia tłustego filmu, którego szczerze nienawidzę w balsamach. 

Kosmetyki Repechage nie należą do najtańszych. Generalnie składy inci są dostępne na stronach sklepów, ale nie tutaj. Szukałam również na stronach anglojęzycznych i nigdzie firma ich nie udostępnia. Jest to dla mnie mały minus, gdyż kupując tak drogi kosmetyk chciałabym najpierw zajrzeć do składu. 

Dla ciekawskich przepisuję kawałek składu Seaweed Body Cream:
Water, Caprylic Triglyceride, Glycerin, Cetearyl Glucoside, Cetearyl alkohol, Isocetyl Stearate, Glyceryl Stearate SE, Laminaria Digitata Extract, Cetyl Alkohol, Ascophyllum Nodosum Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Tocopherol, Hydrogenated Soybean Oil, Lavander Oil (...). 

Tłusty emolient, gliceryna, emulgator łagodzący działanie innych ew. drażniących substancji, emolient, suchy emolient, który wpływa na poślizg kosmetyku na skórze, emulgator umożliwiający powstawanie emulsji i dopiero teraz zaczynają się ekstrakty - wyciąg z alg, wyciąg z aloesu, ginkgo biloba, witamina E, olejki eteryczne. 


Kosmetyk na szczęście bez żadnych szkodliwych elementów;) Polubiłam go za szybkość aplikacji i mocną dawkę nawilżenia. Duża tuba ma aż 227g kremu, starczy mi go na dłuugi czas!
Ten, jak i inne kosmetyki marki Repechage znajdziecie w ich sklepie on-line.  

Znacie tą markę? Dajcie koniecznie znać! 

Czytaj Więcej
19 Komentarze

Kompleksowa pielęgnacja - przegląd Biedronkowej oferty (ważna od 19 października 2015)

https://biedronka.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-biedronka-19-10-2015,16526/1/
zobacz całą gazetkę




Dawno nie śledziłam co nowego pojawiło się w Biedronce. Niedługo wypuszczają nową gazetkę z kilkoma nowościami. Znalazł się też jeden powrót - całkiem dobra odżywka do włosów! By zobaczyć pełną ofertę Biedronki kliknij tutaj

Mój ulubiony płyn micelarny doczekał się kolejnej wersji Odświeżający żel micelarny (1). Na pewno kupię by wypróbować, czy nie szczypie w oczy tak jak różowa wersja. Ostatnio bardzo polubiłam się z żelami Dove (2) które super nawilżają. Tutaj będą w całkiem niezłej cenie! Odżywki do włosów i szampony z firmy ARGAN (3) (jeśli to nie jest nazwa firmy to mnie poprawcie) to właśnie tą odżywkę (w wersji niebieskiej) kiedyś mocno eksploatowałam. Fajnie, że wróciła na półki sklepu. Balsam do ciała pod prysznic (4) to nadal dla mnie nowość i jeszcze nie miałam okazji żadnego testować. Chyba czas nadrobić zaległości! Olejek do ciała (5) wygląda obiecująco, na pewno rzucę okiem na jego skład. Szampony i odżywki Joanna (6) w jakiś nowych opakowaniach? Nie widziałam ich jeszcze w innych drogeriach. 


zobacz całą gazetkę



Jeszcze do jutra ważna jest gazetka, gdzie wypatrzyłam ciekawe szczotki - jedna łudząco przypomina kształtem D-tangler (7). Mokre chusteczki (8) zawsze przydają się podczas makijażu, więc na pewno kupię jedną paczkę na zapas. Kremy do rąk (9) Be Beauty chyba przeszły metamorfozę, bo pamiętam je w innych opakowaniach. Dajcie znać czy to te same składy? I na koniec soniczna szczoteczka do twarzy (10) którą znajdziecie dokładnie w tej gazetce, ważnej od dzisiaj.

Dajcie znać czy coś wpadło Wam w oko?
Czytaj Więcej
11 Komentarze

Orientana, Bio Henna - mahoniowa czerwień - efekty!


Czy naturalna henna może różnić się od innej naturalnej henny? Na to pytanie chciałam móc sobie odpowiedzieć przy testowaniu innego wariantu niż dotychczas - mowa tutaj o Bio Hennie z firmy Orientana. 
Henna pojawiała się już u mnie kilkukrotnie - tutaj możecie zobaczyć pozostałe posty z relacją z farbowania. 

BIO HENNA nie zawiera żadnych składników chemicznych. Składa się jedynie z roślin znanych w Indiach ze swoich właściwości barwiących oraz pielęgnujących. Dzięki naturalnym składnikom nie niszczy włosów, a nabłyszcza je, odżywia i wzmacnia.

DZIAŁANIE:
- trwale koloryzuje,
- podkreśla naturalny odcień włosów,
- odżywia włosy i nadaje im objętość,
- zapewnia miękkie i lśniące włosy
- pomaga w zachowaniu zdrowej skóry głowy
- korzystnie wpływa na porost włosów


SKŁAD:
Lawsonia Inermis (Henna) – sproszkowane barwiące liście lawsonii bezbronnej. Bio Henna nie zawiera chemicznych wzmacniaczy koloru, barwników, pigmentów środków konserwujących, dodatków zapachowych i aromatów. Nie zawiera 3-nitro-p-hydroxyethylaminophenolu.

SPOSÓB UŻYCIA:
1. Wymieszaj proszek z ciepłą wodą (ok. 50C) w ceramicznej lub szklanej miseczce aż do uzyskania  konsystencji gęstej pasty.
2. Umyj włosy szamponem i osusz ręcznikiem.
3. Nałóż rękawiczki ochronne, zabezpiecz ubranie przed zabrudzeniem.
4. Równomiernie rozprowadź przestudzoną mieszankę na umyte, lekko wilgotne włosy (od nasady aż po same końce).
5. Załóż czepek ochronny i pozostaw BIO HENNĘ na włosach na ok. 2 godziny
6. Spłucz dokładnie włosy ciepłą wodą. Przez 48h nie używaj szamponu, odżywek ani środków do stylizacji włosów.
Ostateczny kolor włosy uzyskają 2 dni od koloryzacji.

PRZEBIEG HENNOWANIA/EFEKTY:
Tym razem postanowiłam nie cudować z przygotowywaniem całej mieszanki - w sensie, nie leżakowała w ciepłym miejscu przez minimum 6godzin i tak dalej. Przygotowaną na świeżo pastę wymieszałam tylko z sokiem z jednej cytryny i po chwili przystąpiłam do aplikacji. Warto pamiętać o mocnym oczyszczeniu włosów przed nałożeniem henny. Stosujemy szampony bez oblepiających silikonów. 
Okazało się, że zapach Bio Henny jest zdecydowanie mniej intensywny niż henny z innych firm. Szczerze powiedziawszy odetchnęłam z ulgą - mocna trawiasta woń utrzymywała się zawsze na moich włosach do kilku dni ;). Nakładanie przebiegło dość sprawnie ale tylko gdy działamy we dwójkę - jednak bez pomocy drugiej osoby się nie obejdzie. 100g mieszanki wystarczyło idealnie na moją długość włosów.


Zdjęcie "po" robione po odczekaniu 48h i pierwszym myciu. Widać lekkie przesuszenie, jednak z każdym myciem i olejowaniem jest coraz lepiej. Generalnie włosy nabrały naprawdę ciekawego koloru, którego nigdy nie osiągnęłam hennami Khadi. Górna partia włosów (gdzie mam naturalny kolor) przeważnie niezbyt dobrze łapie pigment - o dziwo w tym przypadku całkiem pozytywnie się zaskoczyłam! 
Kolor mahoniowa czerwień wypada naprawdę wielowymiarowo na moich włosach. Bardzo było mi ciężko uchwycić jego blask i odcień:). 
Podsumowując - nie mam pojęcia dlaczego henna hennie nie równa, jednak! Orientana na tyle podbiła moje serce że z chęcią do niej wrócę:) Znajdziecie ją w sklepie on-line, gdzie producent pokazuje też zestawienie innych dostępnych kolorów.

Która z Was próbowała już henny na swoich włosach? :)
Czytaj Więcej
12 Komentarze

Glinka czerwona - mój must have dla cery mieszanej!


Bardzo lubię działanie glinek na mojej kapryśnej cerze. Odkąd sięgnęłam po glinkę zieloną nie szukałam niczego lepszego - ta działała i działa nadal bardzo dobrze. Jednak skusiłam się na czerwoną glinkę ze względu na to, że jest delikatniejsza od zielonej oraz ma właściwości absorbujące i zabliźniające. Idealnie nadaje się również dla osób z naczynkami. W składzie kosmetyku znajduje się: krzem, aluminium, żelazo, wapń, magnez, sód, potas, tytan, mangan.


Zawiera 60% krzemionki i ma właściwości remineralizujące. Oczyszcza cerę w sposób łagodny, respektując naturalne pH skóry. Zalecana do cery tłustej i mieszanej a jednocześnie wrażliwej. Łagodzi objawy naczynkowe, trądziku różowatego i rumienia.

Stosowanie: 2 łyżeczki glinki wymieszać z 2 łyżeczkami ciepłej wody dodając 1/2 łyżeczki wody oczarowej i 3 krople oleju do uzyskania konsystencji jednolitej papki. Nałożyć na twarz na ok. 10 minut. Potem zmyć letnią wodą. Maseczkę stosować raz-dwa razy w tygodniu. Zaleca się również myć glinką twarz zamiast tradycyjnym mydłem.

Skład: Red Clay 
Gdzie ją dostać? Sklep on-line Fitomed / 13zł / ~70g 





Najlepsze w glinkach jest to, że każdy może je przygotować pod swoje upodobania. Zależy Ci na mocnym działaniu? Dodaj wodę i hydrolat oczarowy(do skóry tłustej). Może jednak stawiasz na nawilżenie i wyciszenie cery? Wkropl olej arganowy, czy taki, który Twoja skóra kocha. Dowolność i za każdym razem inna postać glinki to jest to, co kosmetyczny maniak lubi najbardziej!;) 
 
Czerwona glinka zaskoczyła mnie tym, że faktycznie różni się od zielonej. Prócz koloru (obviously) i barwienia twarzy na rdzennego Indianina to bardzo dobrze radzi sobie z zaognionymi wypryskami - po 15minutach są widocznie uspokojone; po za tym ładnie matowi i lekko oczyszcza. Nie zauważyłam by zwężała pory, widocznie jest na to za słaba. 

Wyżej wspomniane barwienie skóry da się domyć jakimś dobrym żelem. Generalnie polecam robić ją na wieczór by czasem nie przestraszyć kogoś w ciągu dnia;) 
Glinka bardzo dobrze miesza się ze wszystkimi płynami, nie ma mowy o żadnych grudkach. Nakłada się również łatwo i przyjemnie (odkąd mam specjalny pędzel to sięgam po glinkę dwa razy częściej!;) Zmywam ją przy pomocy gąbki celulozowej z Rossmanna - polecam! 
Czytaj Więcej
13 Komentarze

CLEAR, szampon przeciwłupieżowy do włosów przetłuszczających się





Szampon przeciwłupieżowy Clear Oil Scalp Control przeznaczony jest dla kobiet do włosów przetłuszczających się. Pomaga regenerować naturalną barierę skóry głowy.

Nie orientuję się nazbyt na rynku szamponów przeciwłupieżowych, ale rzadko kiedy spotyka się produkt, który obiecuje jednocześnie zwalczenie łupieżu oraz pielęgnację skóry głowy. Co prawda nie borykam się z łupieżem, ale moje włosy są nadal przetłuszczające i byłam bardzo ciekawa jak produkt spisze się u mnie. 


Skład: Aqua, Sodium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Citrus Limon Juice, Helianthus Annuus Seed Oil, Hydrolyzed Collagen, Lysine HCI, Menthol, panthenol , pantolactone, pyridoxine HCI, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Cellulose Gum, Citric Acid, Cyclotetrasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Kaureth 23, Laureth 4, Parfum, PEG 4, Poloxamer 407, PPG 12, Propylene Glycol, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Sidium polynaphthalenesulfonate, TEA Dodecylbenzenesulfonate, TEA Sulfonate, xanthan Gum, Zinc Pyrithone, Zinc sulfate, DMDM Hydantoin, Methylchlorisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Benzyl Salicylate, buthylphenyl Methypropional, Hexyl Commamal, limonene, Linalool, CL 42090, CI47005.

Na początku składu mocny detergent wszystkim świetnie znany - Sodium Lauryl Sulfate, za nim  Cocamidopropyl Betaine, który w połączeniu z SLS może powodować przesuszenie; potem wyciąg z cytryny Citrus Limon Juice - zapewnia działanie antybakteryjne, zmiękczające i wygładzające. Helianthus Annuus Seed Oil - to olej z nasion słonecznika - tworzy wyczuwalny film, zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody. Ogólnie skład jest długi, a to niezbyt dobrze o nim świadczy. Dalej w składzie znajdziemy m.in hydrolizowany kolagen czy pantenol. 





Od jakiegoś czasu zamiennie sięgam po szampony z SLS na początku. Moje przetłuszczające się włosy dzięki temu mają porządne odświeżenie i nie są tak oklapnięte. Mimo mocno średniego składu to używa mi się go przyjemnie. Treściwa konsystencja super się pieni i nie mam problemu z domyciem olejów. 

Warto nadmienić o mocnym zapachu szamponu - jest bardzo cytrynowy! W dodatku w składzie mamy mentol, który bardzo fajnie działa w upalne dni. 
Zauważyłam że moje włosy są nieco dłużej świeże przy regularnym używaniu tego szamponu. Nie ukrywam, że to dość pożądany przeze mnie "efekt uboczny";)  
Ostatnia kwestia to wydajność - 400ml butla starczy na bardzo długi okres. Sam szampon nie jest drogi - na promocji dorwiemy go za około 15zł w Rossmannie. 

Sięgacie raczej po łagodne szampony, czy SLS Wam nie przeszkadza? 
Znacie markę Clear? Dajcie znać!  

Czytaj Więcej
18 Komentarze

6x nie wiem! Czyli o kosmetykach średniakach słów kilka!


Ile razy coś, co było hitem w blogosferze/weszło dopiero co na rynek nie sprawdziło się u Ciebie w ogóle? Każdy jest inny na szczęście i mamy różne potrzeby. Na ogół trafiam bardzo rzadko na kosmetyki, które jest mi ciężko zakwalifikować - bo przeważnie albo coś się sprawdza, albo nie - i ląduje w koszu. O takich totalnych bublach powstał wpis, natomiast dziś kilka pozycji, które są mi mocno obojętne.  


Och Panie Batiste (1), ile ma Pan zwolenniczek! Piękna wizja ekspresowego odświeżenia fryzury to pokusa dla każdej z Nas. Niestety okazało się, że albo nie potrafię go używać, albo moje włosy są bardzo oporne na jego czar;) Nie jest to zły kosmetyk, bo owszem, przedłuży świeżość kosmyków, ale w moim przypadku jest to krótka chwila, to samo jest z grzywką. Myślę, że spokojnie będę mogła dalej funkcjonować bez niego. Cukrowy peeling do ciała (2) z Perfecty o wspaniałym zapachu Pina Colady to uczta dla nosa! Ale cóż z tego zapachu, kiedy działanie mizerne. Jeszcze jestem w stanie wybaczyć dość delikatne złuszczanie, w końcu to peeling cukrowy który szybko znika pod prysznicem, ale składu już wybaczyć nie mogę! Piękna parafinka na początku, która obrzydliwie oblepia ciało:( Wiem że są zwolenniczki takich specyfików, dlatego nie jest to totalny bubel.  




Perfecta, krem matujący na dzień i na noc 25+ dekoder młodości (3) z opisu brzmi niemal idealnie dla mnie, jednak praktyka zweryfikowała rzeczywistość. Krem pięknie pachnie, jak wszystkie kremy Perfecty. Mam tłustą cerę i liczyłam na mat - niestety krem przyniósł odwrotny efekt... skóra dziwnie się świeciła i długo była lepka. Nie odważyłam się użyć go w trakcie dnia pod makijaż bo nie wróżyłam temu nic dobrego;) Na noc był całkiem w porządku, jednak nie nawilżał na tyle, na ile moja tłusta skóra tego potrzebowała. La Roche-Posay Effaclar duo (4) kultowy kosmetyk znalazł się u mnie wśród średniaków. Mimo zużytej całej tubki nie odnotowałam "efektu wow" dla którego mogłabym się pokroić. Nie podziałał na moje podskórne gule, nie spowodował jakiegoś fajnego oczyszczenia skóry. Jedyne za co mogę go pochwalić to lekkie wyregulowanie wydzielanie sebum (stosowany na noc). Oczywiście po czasie buzia trochę się do niego przyzwyczaiła i ograniczyłam nakładanie go do 2x w tygodniu zamiennie z innymi kremami. O, i jest jeszcze szalenie wydajny, naprawdę! Może wrócę znów kiedyś do niego jak trafię na fajną cenę, bo warto mieć go w domu. Estee Lauder advanced night repair eye serum (5) - serum po prostu piecze w oczy. Mimo, że nie dopuszczałam by kosmetyk dostał się bezpośrednio do worka spojówkowego oka. Oddałam go mamie, jednak i u niej nie przyniósł kolosalnych efektów.
Pomadka Rimmel (6) w popularnym odcieniu Airy Fairy - to dopiero był hit w blogosferze! Kolor który miał wszystkim pasować... No właśnie, miał. Pewnego dnia penetrując szafę Rimmela w Rossmannie przyuważyłam promocję na te szminki, i za niewiele ponad 10zł kultowy odcień w końcu był mój. Jakież było moje rozczarowanie, że Airy Fairy nie jest dla mnie:( A jak pachnie pięknie! 


Tak właśnie prezentują się moje średniaki, znacie któregoś z nich? ;) 

Czytaj Więcej
26 Komentarze

Ponad miesiąc kuracji LashVolution - moje spostrzeżenia i efekty


Nieco ponad miesiąc temu pokazałam Wam początek mojej przygody z odżywką do rzęs. We wpisie zawarłam obietnice producenta, oraz moje oczekiwania, kto nie widział, zachęcam do nadrobienia! Dziś przychodzę z małą fotorelacją po miesiącu sumiennego używania serum. 


LashVolution to bezbarwny żel, który nakładamy na (według zaleceń producenta) tylko górną linię rzęs. Wygodny cienki pędzelek ułatwia precyzyjną aplikację. Żel jest bezzapachowy i nigdy nie podrażnił mi oczu. Sama aplikacja jest bezproblemowa - serum w kilka chwil wysycha i nie musimy się martwić że wytrzemy go w nocy o poduszkę;) 
Za mną ponad miesiąc kuracji, a w buteleczce jest nadal dużo produktu. Obstawiam że spokojnie wystarczy na pełną, czteromiesięczną kurację. 

Co zauważyłam po miesiącu stosowania LashVolution? 

Moje rzęsy odżyły! Co prawda nigdy nie zwracałam zbytnio na nie uwagi - były przeciętnej długości czy gęstości. Po tym miesiącu widocznie się wydłużyły oraz wzmocniły - nie wypada ich już tyle przy demakijażu! 


Naturalnie lekko się podkręciły - na tych zdjęciach tego nie widać, ale efekt jest widoczny przy wytuszowanych rzęsach. Na tą chwilę zalotka jest dla mnie zbędna :) 


Zdjęcia przed/po zostawiam do Waszej interpretacji :) Osobiście nie mogę się doczekać jakie efekty uzyskam po całej kuracji oraz przez jaki czas utrzyma się ten efekt. 

Dajcie znać co myślicie o takim wspomaganiu rzęs? Może same z tego korzystacie? :)
Czytaj Więcej
12 Komentarze

zDENKOwane produkty po raz kolejny!

Nie udaje mi się być regularną z denkowymi wpisami. Ostatnio jednak zużyłam w końcu kilka produktów, które zalegały mi od dłuższego czasu.



Odżywka i szampon z firmy DeBa - swego czasu były dostępne w Biedronce. Odżywka była dość przeciętna (zużyłam ją do zmywania olejów) ale za to szampon był świetny! Miała pojawić się osobna recenzja, ale były tylko chwilę dostępne w sprzedaży więc to bez sensu. Czy ktoś widział te produkty w jakimś innym sklepie? Będę wdzięczna za info :D Obie butelki kosztowały grosze, chyba 2,99zł za sztukę.

Planeta Organica, Aleppo Shampoo do wszystkich rodzajów włosów - kolejny świetny, naturalny szampon. Poręczna butelka z pompką to rewelacyjne rozwiązanie. Więcej przeczytacie o nim w osobnej recenzji. Z chęcią sięgnę po niego ponownie!

Syberyjski balsam do włosów nr 3 na łopianowym propolisie - kto szuka lekkiej, o naturalnym składzie odżywki ten powinien sięgnąć po ten kosmetyk - mocne wygładzenie i miodowy zapach utrzymujący się na kosmykach:) Trochę przeszkadzała mi jej rzadka konsystencja, ale na pewno wypróbuję inne balsamy z tej serii!

Yves Rocher, Volumizing shampoo - polecany w blogosferze (zwłaszcza przez Anwen) jednak u mnie sprawdził się mocno średnio. Dobrze oczyszczał, używany do codziennej pielęgnacji był w porządku. Jednak o wiele bardziej wolę inny szampon z tej serii, wkrótce pojawi się recenzja na blogu.

Joanna, Rzepa - wcierka przeciw wypadaniu włosów - stosowałam ją bardzo nieregularnie by móc wypowiedzieć się o działaniu:( Ogólnie zmęczył mnie ten zapach i mimo iż zmagam się nadal z wypadaniem włosów na razie nie sięgnę po nią. Może za jakiś czas jak zapomnę o tym zapachu;)

 

Garnier mineral invisible oraz kulka Garnier mineral InvisiClear - to moje dwa pewniaki, po które sięgam bez przerwy. Przede wszystkim nie zostawiają śladów na ubraniach, a na tym zależy mi najbardziej. Przy okazji dobrze chronią, nawet przy tych tropikalnych upałach, które ostatnio były ;)

Soraya, DeoProtect z serii Świat natury - jakaś nowość na półkach, chciałam spróbować czegoś nowego. Nigdy nie miałam dezodorantów z tej firmy;) Okazało się, że sprawdził się bardzo dobrze! Z chęcią kupię go ponownie.

Dwa flakony zapachów - Puma woman jam i Playboy w wersji czerwonej - oba zapachy bardzo lubiłam! Playboy jednak trochę już męczył pod koniec, niestety mam jeszcze jeden flakon... brr :D



Isana, krem do rąk Alove vera - tani jak barszcz, sprawdza się dobrze w trakcie dnia. Szybko się wchłania. Więcej pisałam o nim we wpisie z porównaniem z resztą kremów z tej serii.

Avon solutions, pianka do mycia twarzy - bardzo lubię pianki, to fajna alternatywa dla żeli do twarzy. Sprawdzała się dobrze, mocno oczyszczała skórę. Jeden z fajniejszych produktów na jakie trafiłam w Avonie.

Oriflame, Oxygen boost mask - rzadko sięgam po kosmetyki z tej firmy - ten kupiła moja mama. Maseczka okazła się być naprawdę fajnym kosmetykiem, który działa. Więcej znajdziecie w osobnym wpisie!

Avon, mleczko z wyciągiem z aloesu i imbiru 3w1 - to był kolejny ciekawy produkt. Przeznaczony raczej do skóry suchej. Również powstał o nim osobny wpis.

Płyn micelarny dostępny w sieci Kaufland - znalazł się w porównaniu płynów micelarnych, które w ostatnim trafiły w moje ręce. Prawdopodobnie to ten sam produkt, który możemy kupić w Biedronce;)

ZSK, kwas hialuronowy - ulubieniec, dodaję go wszędzie, gdzie się da. Do kremów, do olejków na twarz, do maseczek. Już mam kolejną buteleczkę!

Hean, baza pod cienie STAY ON - kolejny ulubieniec, cóż tu więcej dodawać:) Odsyłam do osobnej recenzji. Oczywiście już kolejne opakowanie napoczęte!




Isana, krem do ciała z masłem shea i kakao - zapach obłędny, nawilżenie przyzwoite, no i ta pojemność! Nie do zużycia;) Zapach pod koniec trochę męczył, może kiedyś znów po niego sięgnę. Sprawdzał się też fajnie do kremowania włosów.

Dealwell, Gold Rich Mask - pisałam o tym kosmetyku osobny wpis. Bardzo gęsty krem/maska, świetnie nawilżał. Z chęcią kupię go ponownie:)

Joanna, Naturia balsam do ciała - oj długo u mnie zalegał, ale nareszcie udało się go wykończyć. Ogromna pojemność i duża wydajność! Lekki balsam na cieplejsze dni.

Żele pod prysznic - Yves Rocher i Dove - oba ulubieńce, zapachy świetne, zostają z nami na dłużej po kąpieli. O Dove powstał osobny wpis, kto nie widział ten może nadrobić ;)


Oto moja lista ostatnio zdenkowanych produktów, a Wam jak z tym idzie?;)
Czytaj Więcej
24 Komentarze
Obsługiwane przez usługę Blogger.