-40% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy - co kupiłam?

https://rossmann.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-rossmann-01-06-2015,13718/10/



Jak już każdy wie, albo i nie od 20 do 26 maja 2015 trwa -40% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Chyba ta pielęgnacja wzbudza trochę mniej emocji niż kolorówka;) Mimo, że nic nie potrzebowałam to zaglądnęłam wczoraj do Rossmanna. Na co się skusiłam?


  • Super power mezo serum, Bielenda - rewelacyjne opinie na wizażu skutecznie mnie skusiły. Gdy seria weszła na półki sklepowe skusiłam się na olejek do twarzy, który jest średniakiem. W przypadkiem tego serum jestem oczarowana od pierwszego użycia... zobaczymy co będzie dalej! 
  • Żel przeciwtrądzikowy, Accos - kupiony pod wpływem chwili, bo wyprzedawany z ceną na do widzenia, a jeszcze z -40% zniżką kosztował grosze. Z opisu powinien pasować do mojej cery, no przekonamy się;)
  • Super power mezo tonik, Bielenda - wzięłam ten do skóry dojrzałej gdyż tego w wersji zielonej po prostu nie było. W razie gdy się nie sprawdzi oddam go mamie;)
  • Pasta do oczyszczania twarzy, Ziaja - dość już kultowy kosmetyk, miałam kiedyś próbkę więc mniej więcej wiem czego się spodziewać. Na pewno przyda się w pielęgnacji cery zanieczyszczonej. 
  • Ultrazłuszczający peeling Czysta Skóra Active, Garnier - tutaj trochę powróciłam do lat gimnazjalnych, kiedy sięgałam tylko po takie żele/peelingi do twarzy. Jestem ciekawa jak teraz ten zdzierak się u mnie sprawdzi;) 


    Nie szalałam z kremami do twarzy, bo obecnie mam niezły zapas. Jestem ciekawa czy Wy poszalałyście, czy może kupiłyście swoich pewniaków? A może w ogóle nie używacie pielęgnacji z drogerii?

    PS. Przeglądając aktualne wydanie Skarbu... :D
     
    https://rossmann.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-rossmann-01-06-2015,13718/56/
    kliknij na zdjęcie

Czytaj Więcej
28 Komentarze

Jestem piękna, bo...

Lubię popierać kampanie, które mogą pomóc grupie docelowej. W tym przypadku marka Dove wyszła z inicjatywą uświadomienia Polkom, jak bardzo nisko się cenimy. I jak z tym walczyć! 



11 maja rusza wielka kampania skierowana wyłącznie do nas! Polki mają głos! Wreszcie będą usłyszane i zauważone! Mają możliwość powiedzieć – jestem piękna! Zwrócą uwagę na swoje atrybuty, które nie koniecznie związane są z wyglądem! Polki mają szansę przyłączyć się do akcji NaroDove Piękno!


Wystarczy wejść na stronę www.idoveyou.pl/narodovepiekno i wyrazić swoją aprobatę dla kampanii klikając przycisk „popieram”. Każdy głos poparcia jest liczony i przyczynia się do zwiększenia ogólnej liczby osób, które w całej Polsce dołączą do akcji.


Po przejściu na stronę można zaprojektować koszulkę, z własną interpretacją hasła przewodniego całej kampanii.  Niech inspiracją będzie manifest ambasadorki kampanii- Doroty Wellman:

• Jestem piękna, bo lubię i akceptuję siebie
• Jestem piękna, bo jestem sobą i znam swoją wartość
• Jestem piękna, bo jestem mądra i zaradna
• Jestem piękna, bo jestem Polką
• Jestem piękna, bo jestem optymistką i kocham życie
 

Spośród osób, które dołączą do akcji codziennie marka Dove będzie losować 85 T-shirtów z manifestami :)

Według mnie marka zrobiła świetny ruch prosząc Panią Dorotę o bycie Ambasadorką akcji. Zdecydowanie odpowiednia kobieta na odpowiednim miejscu! A Wy, dołączycie do całej akcji? :)
Czytaj Więcej
4 Komentarze

4xNIE! czyli buble ostatnich miesięcy!


Dawno na blogu nie pojawił się wpis dotyczący totalnych bubli. Tym razem zebrały mi się cztery produkty, totalnie nie warte żadnej uwagi. Będzie naprawdę rzeczowo - krótko i na temat. Ciekawe o czym mowa? 

O płynie micelarnym w wersji dla skóry wrażliwej pisałam osobny post - notabene to nadal mój ulubieniec w kategorii demakijaż oczu. Swego czasu Biedronka ułaskawiła nas nowymi wariantami - skusiłam się na matującą (1). Cóż, matująca to ona nie jest. Demakijaż oczu? Proszę bardzo, ale z efektami mroczków przed oczami i półgodzinnym szczypaniem. O ironio, jest on również skierowany dla osób noszących szkła kontaktowe. Drugim bublem okazało się być mleczko (2) oczyszczające z firmy L'oreal. Sprawa niemal identyczna jak wyżej - gdy kosmetyk dostanie się do oka raczej spokojnie tego makijażu nie zmyjemy! 


Garnier i jego kremy BB... na jednej z Rossmannowskich promocji kupiłam tubkę w wersji do skóry tłustej (3) w najjaśniejszym odcieniu. Nie będę tu opisywać całej specyfiki tego kremu, bo na internecie jest tego pełno. Najgorszym aspektem jest to, że zapycha i to niemiłosiernie! Więc mimo lekkiej konsystencji i naprawdę jasnego odcienia ląduje w koszu. Aha i ten alkohol na początku składu, który raczył swoją wonią za każdym razem, jak odkręcałam tubkę..;)
Ostatnim bublem okazał się być krem do depilacji (4) Isana Enthaarungscreme sensitiv. Niestety, nie spełnił swojej podstawowej roli: nie depilował. Włoski na nogach praktycznie w ogóle na niego nie reagowały. Również jego zapach pozostawia wiele do życzenia. Bez żalu ląduje w koszu!

To moje zmory ostatnich miesięcy. A u Ciebie co ostatnio się nie sprawdziło? 



PS. zapraszam na mój fanpage, 
gdzie trwa małe rozdanie;) 
https://www.facebook.com/sayonaramoose/photos/a.321381581302219.76401.320598221380555/815362035237502/?type=1&theater
 
Czytaj Więcej
20 Komentarze

Pod prysznicem z Le Petit Marseillais!


Wpisy Ambasadorskie marki Le Petit Marseillais zalały całą Blogosferę - nie ma się co dziwić, w końcu bardzo dużo blogerek załapało się na tą kampanię. Sama w sobie akcja jest świetna - dostałyśmy paczki, w której znalazłyśmy dwa zapachowe kosmetyki oraz multum próbek dla koleżanek. 
Część z nas znała już wcześniej myjadła z tej firmy, ale w moim przypadku jest inaczej - to moje pierwsze zetknięcie z marką. Owszem, ciekawe zapachy kusiły na półkach drogerii, ale skutecznie powstrzymywałam się im mając na względzie ciągle niewykończone zapasy;) 

Zatem testowanie i bycie Ambasadorką Le Petit Marseillais ucieszyło mnie podwójnie!


Na okres letni marka wypuściła dwa nowe warianty zapachowe, które znalazłyśmy w paczkach ambasadorskich. Są to  werbena i cytryna, oraz pomarańcza i grejpfrut. Oba są bardzo orzeźwiające i sprawdzą się idealnie w upalne dni!

Co o nich sądzę? 

żel pod prysznic: werbena i cytryna
Jak działa zapach werbeny i cytryny? Poczujesz jego moc już od pierwszego wdechu, gdyż dodaje energii, a jednocześnie odpręża. Nie dziwi zatem fakt, że olejek werbeny posiada właściwości regenerujące mięśnie, niwelujące ich zmęczenie i poprawiające kondycję! To idealny składnik żelu pod prysznic dla osób aktywnych, lubiących sport, spędzających czas w ruchu!

 Zapach tego żelu faktycznie jest unikatowy i od pierwszego powąchania uzależnia. Nie sądziłam, że tak bardzo się z nim polubię! Podczas prysznica woń jest mocna, jednak później nie zostaje ona na ciele (czyli spokojnie można użyć zapachowy balsam). Sam kosmetyk jest odpowiedniej gęstości, dobrze się pieni. Mam wrażenie, że jest mniej wydajny i mniej się pieni w porównaniu z wersją żelu 2w1 pod prysznic i do kąpieli.



żel 2w1 pod prysznic i do kąpieli: pomarańcza i grejpfrut
Czerp z bogactwa natury. Otul się świeżością nasyconą nutą cytrusowego aromatu. Poczuj wyjątkowy zapach dojrzałych pomarańczy i grejpfrutów. Użyte w naszej recepturze cytrusy pochodzą z upraw organicznych i zostały zebrane w basenie Morza Śródziemnego.

Tutaj główne skrzypce gra gorzki grejpfrut, który o siódmej rano świetnie budzi i stawia na nogi. Fanki cytrusowych zapachów zdecydowanie powinny go wypróbować! Jak napisałam wyżej, wersja 2w1 jest zdecydowanie gęstsza i wydajniejsza (to pewnie dlatego, by móc go wlewać do wanny). Testowałam go tylko pod kątem prysznica, bo nie posiadam wanny:) ale sądząc po mocnym pienieniu się na pewno sprawdzi się też tam.
 
Warto wspomnieć na koniec, że oba kosmetyki mają na początku składu Ammonium lauryl sulfate, czyli łagodniejszy detergent odpowiadający za gęstość piany. Mimo że jest to nadal detergent nie zauważyłam przesuszenia skóry. Podsumowując - są to całkiem dobre żele o przepięknych zapachach. Jeśli znów po nie sięgnę, to na pewno właśnie ze względu na to:)

Dostępne warianty zapachowe: 
-kwiat pomarańczy
-mandarynka i limonka
-mleczko waniliowe
-miód lawendowy
-słodkie mleczko migdałowe
-biała brzoskwinia i nektarynka

Który wariant sprawdził się u Was najlepiej? :) 

Czytaj Więcej
10 Komentarze

Błoto kolagenowe BingoSpa


Przeglądając asortyment do pielęgnacji ciała BingoSpa najbardziej zaciekawiło mnie to błotko. Nie miałam wcześniej do czynienia z taką formą smarowidła, więc tym bardziej ochoczo zabrałam się za testowanie. 

Błoto kolagenowe BingoSpa - kremowe serum na blizny, rozstępy, cellulit - zawiera 10% kolagenu i 10% błota z Morza Martwego. Składniki mineralne zawarte w błocie z Mora Martwego pobudzają krążenie krwi, przyspieszają metabolizm, wnikają głęboko w skórę i oczyszczają pory oraz złuszczają martwy naskórek. 
Kolagen - biopolimer, podstawowy budulec włóknistej tkanki łącznej wpływa na utrzymanie właściwego stopnia wilgotności skóry, chroniąc ją przed utratą wody. Dzięki temu powstrzymuje objawy starzenia się skóry. Kolagen odgrywa znaczącą rolę w procesie ziarninowania i gojenia się ran.

cena w sklepie internetowym: 23,99zł / 250g



Konsystencja produktu jest całkowicie inna niż wszystko. Nie jest gładka jak balsam, nie jest zbita jak w przypadku masła do ciała. To po prostu błoto - w dotyku lekko rozwarstwione, jednak przy kontakcie ze skórą bardzo łatwo się rozsmarowuje. Bardzo szybko się wchłania! Co dla mnie jest mega plusem - nienawidzę czekać godzinami aż smarowidło łaskawie raczy się wchłonąć;) 
Kosmetyk w opakowaniu ma bardzo naturalną, błotnistą woń. Podczas aplikacji nie jest ona w żadnym wypadku nachalna, po chwili się ulatnia. Według mnie to plus dla firmy, że nie dodali żadnej substancji zapachowej, która by mogła przytłumić zapach. 

Producent zaleca używać błoto na blizny/rozstępy, smarować 2-3 razy dziennie. W przypadku walki z cellulitem stosować jednocześnie z masażem.


Na pewno jest to propozycja dla tych, którzy chcą ujędrnić ciało i pozbyć się lekkich nierówności na skórze przed sezonem bikini. Regularne stosowanie zaowocowało w lepsze napięcie i poprawę kondycji skóry - w moim wypadku ud oraz brzucha. Stare rozstępy, których się nabawiłam przez przytycie oczywiście nie zniknęły - na to już raczej nic nie pomoże;) ale taka doraźna pomoc w postaci odżywczego błota z Morza Martwego na pewno nie zaszkodzi. Fajna alternatywa dla wszystkich preparatów ujędrniających. Z chęcią sięgnę w przyszłości po następne opakowanie!

Lubicie tego typu smarowidła, czy może stawiacie na tradycyjne kremy w walce z poprawą napięcia skóry? Dajcie znać co jest Waszym ulubieńcem!
Czytaj Więcej
5 Komentarze

Death by chocolate, czyli o moim ulubieńcu ostatnich miesięcy!


Odkąd paletki Make Up Revolution zawładnęły internetem wiedziałam, że któraś z nich musi trafić w moje ręce. Trochę z dystansem podchodziłam do coraz to nowszych egzemplarzy (np. Iconic) czekając na coś, co faktycznie przyspieszy bicie mego serca. I tak się stało przy paletkach czekoladach - mój wariant, na który się skusiłam to dość kultowa już death by chocolate. 






Staram się nie kupować cieni - mam obecnie 4 paletki Sleeka i dość duże wyrzuty sumienia, że jest ich za dużo;). Jednak zestawienie kolorystyczne Death by Chocolate skutecznie mnie do siebie przekonało. Kupiłam ją przy okazji DDD (dzień darmowej dostawy) i ze zniżką, więc za 30zł była już u mnie w domu;) 





Zaskoczyły mnie gabaryty całej kasetki - jest zdecydowanie większa od tych, które wypuszcza Sleek. Mimo plastikowego wykonania całość jest solidna i nie rozleci nam się w rękach. Duży plus za lusterko - lubię je w takich paletach - są praktyczne w podróży. 

A jak z jakością cieni? Okazuje się, że internety nie kłamały i cienie są naprawdę bardzo dobrej jakości. Ciut lepsze od Sleeków! Uwielbiam te połyskujące, które nałożone na bazie trzymają się cały dzień. Na zdjęciu wyżej pokazałam kilka wybranych kolorów (nałożone bez bazy).

Trzeba również wspomnieć o jakże innowacyjnym pomyśle, na jaki wpadła marka MUR - powiększony matowy beżowy cień (do rozcierania) oraz połyskujący/rozświetlający z drobinkami, który spełni rolę również rozświetlacza do twarzy. Te dwa zdecydowanie najszybciej się zużywają w takich paletkach! 




Death by Chocolate to produkt naprawdę godny uwagi. Zestawienie kolorów pozwala na dużą różnorodność (od dziennych do wieczorowych makijaży) oraz będzie pasować większości z nas. Odkąd ją kupiłam, a minęło już dobre pół roku - prawie w ogóle nie sięgam po moją dotychczas ulubioną paletkę Au Naturel;)

No i ten design... jest naprawdę uroczy! ;)

Dajcie znać co sądzicie o tych paletkach? A może same skusiłyście się na jedną z nich?
Czytaj Więcej
30 Komentarze
Obsługiwane przez usługę Blogger.