Dawno na blogu nie pojawił się wpis dotyczący totalnych bubli. Tym razem zebrały mi się cztery produkty, totalnie nie warte żadnej uwagi. Będzie naprawdę rzeczowo - krótko i na temat. Ciekawe o czym mowa?
O płynie micelarnym w wersji dla skóry wrażliwej pisałam osobny post - notabene to nadal mój ulubieniec w kategorii demakijaż oczu. Swego czasu Biedronka ułaskawiła nas nowymi wariantami - skusiłam się na matującą (1). Cóż, matująca to ona nie jest. Demakijaż oczu? Proszę bardzo, ale z efektami mroczków przed oczami i półgodzinnym szczypaniem. O ironio, jest on również skierowany dla osób noszących szkła kontaktowe. Drugim bublem okazało się być mleczko (2) oczyszczające z firmy L'oreal. Sprawa niemal identyczna jak wyżej - gdy kosmetyk dostanie się do oka raczej spokojnie tego makijażu nie zmyjemy!
Garnier i jego kremy BB... na jednej z Rossmannowskich promocji kupiłam tubkę w wersji do skóry tłustej (3) w najjaśniejszym odcieniu. Nie będę tu opisywać całej specyfiki tego kremu, bo na internecie jest tego pełno. Najgorszym aspektem jest to, że zapycha i to niemiłosiernie! Więc mimo lekkiej konsystencji i naprawdę jasnego odcienia ląduje w koszu. Aha i ten alkohol na początku składu, który raczył swoją wonią za każdym razem, jak odkręcałam tubkę..;)
Ostatnim bublem okazał się być krem do depilacji (4) Isana Enthaarungscreme sensitiv. Niestety, nie spełnił swojej podstawowej roli: nie depilował. Włoski na nogach praktycznie w ogóle na niego nie reagowały. Również jego zapach pozostawia wiele do życzenia. Bez żalu ląduje w koszu!
To moje zmory ostatnich miesięcy. A u Ciebie co ostatnio się nie sprawdziło?
PS. zapraszam na mój fanpage,
gdzie trwa małe rozdanie;)














