Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do 10pln. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do 10pln. Pokaż wszystkie posty

Ulubione eyelinery do klasycznej czarnej kreski - Eveline i Wibo!


Kreska na oku towarzyszy mi od połowy gimnazjum. Jak to bywa na początku - wychodziło raz lepiej raz gorzej;) Jednak przyzwyczaiłam się do tego elementu makijażu na tyle, że bez kreski nad rzęsami czuję się nago. 
Moim pierwszym eyelinerem był właśnie Wibo (w wersji standardowej). Jego pędzelkiem nauczyłam się operować i szczerze powiedziawszy do tej pory to właśnie ten pędzelek sprawdza mi się najlepiej. Mimo wad (czasami potrafi się rozcapierzyć, ale wtedy wystarczy wyciąć odstający włos) pozwala stworzyć zarówno grube jak i te cienkie kreski. 

Dziś przedstawię Wam moich dwóch ulubieńców ostatnich lat, z którymi się nie rozstaję :) 

 

Wibo, Waterproof eyeliner 

Wodoodporny eyeliner z Wibo dostępny jest w jednym kolorze - czarnym. Produkt wyposażony jest w cienki pędzelek, idealny do narysowania precyzyjnej kreski.
cena: 8zł/4ml 

Ma tyle samo przeciwników, co zwolenników. Masa osób nie lubi go właśnie za pędzel czy za pękanie w ciągu dnia. Dlaczego w takim razie tak bardzo przypadł mi do gustu? Jest przede wszystkim łatwo dostępny. Kiedy potrzebuję nowego opakowania wystarczy przejść się do Rossmanna za rogiem. Jego cena to kolejny plus. Kupiony na promocji kosztuje dosłownie grosze. Ale przecież te dwie kwestie to tak naprawdę dodatek - cóż by było z tego, gdyby jakość dawała wiele do życzenia. 
To po prostu bardzo dobry eyeliner na co dzień! Kolor jest głęboki, konsystencja na tyle odpowiednia, że nie ma mowy o rozwarstwianiu. Co prawda produkt nie jest wodoodporny jak wskazuje producent, ale jego trwałość jest naprawdę dobra (w duecie z bazą pod cienie trzyma się u mnie spokojnie 9h bez uszczerbku). 


 

Eveline, Eyeliner Celebrities

Jego wyjątkowy, super cienki pędzelek stworzy na powiece, idealnie cienką i równą linię. Pozwala na skorygowanie konturu oka i nadanie mu pożądanego kształtu. Jego dwufazowa konsystencja sprawia, że jest wyjątkowo trwały i nie kruszy się nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Maksymalnie odporny nawet w bardzo wilgotną pogodę oraz na częste zmiany temperatury. Nie rozmazuje się, dzięki czemu makijaż wygląda świeżo i idealnie przez cały dzień. Dostępny w kolorach czarnym i brązowym.
cena: 9,50zł/4ml

Eveline pojawił się w mojej kosmetyczce stosunkowo niedawno - prawdopodobnie przy okazji jednej z pierwszych wyprzedaży w Rossmannie na -49%. Pierwszy egzemplarz który kupiłam miał bardzo niewydarzony pędzelek - na końcu jakby równo ścięty i bardzo trudny do wyrysowania cienkiej jaskółki. Po jakimś czasie znów go kupiłam i już tego problemu nie było, zatem podejrzewam że po prostu trafiłam na wadliwą sztukę. 
Co do samej formuły: jest jeszcze lepsza niż ta w Wibo. Eveline używam wtedy, gdy wiem że będę potrzebować nienagannego wyglądu przez minimum 14h. Tusz zasycha dość szybko, więc potrzeba wprawionej ręki. Formuła jest nie za rzadka, dobrze się z nią współpracuje. 
Nie ma mowy o rozmazywaniu się (od deszczu czy łez) zatem na tą chwilę to mój must have na trudne warunki;)




Oba eyelinery sprawdzają się u mnie rewelacyjnie i wiem, że będę do nich wracać. Stosunek ceny do jakości jest świetny, a to kolejny plus:) 
Epizody z eyelinerami w pisaku czy żelu były u mnie krótkie i bez większej miłości. Wychodzi na to, że sprawdza mi się to, co na samym początku mojej przygody z makijażem;) 

A jak jest z tymi kreskami u Was? Malujecie je na co dzień czy tylko od większej okazji? :) 
Podeślijcie mi też Wasze ulubione eyelinery!
Czytaj Więcej
18 Komentarze

Krem pod makijaż za mniej niż 10 złotych?

Jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że krem Alantan nadaje się pod makijaż to popukałabym się palcem w głowę. Bo pierwsze skojarzenie po usłyszeniu "alantan" to.. tłusty krem na odparzenia. Aż do dnia, kiedy natknęłam się na jednym z blogów na Alantan dermoline lekki krem. Pomyślałam, że będzie to kolejne mazidło na oparzenia czy zaczerwienienia. Jakże się myliłam...


Wizaż o Alantanie dermoline głosi: lekki krem z 5% zawartością d-pantenolu. Kosmetyk do codziennej pielęgnacji skóry niemowląt, dzieci i dorosłych. Łagodzi podrażnienia skóry, wspomagając procesy jej regeneracji. Kosmetyk polecany do pielęgnacji delikatnej skóry całego ciała, szczególnie do skóry twarzy. Idealnie nawilża wysuszona i skłonna do podrażnień skórę, przynosząc jej ulgę i ukojenie. Alantoina przyspiesza regenerację naskórka. D-pantenol reguluje gospodarkę wodna, zapewniając skórze elastyczność.
cena: ok. 8zł/50g


Poszukiwanie idealnego kremu, który będzie współgrał z podkładami spędzało mi sen z powiek. Jak już może wiecie, jestem właścicielką skóry tłustej - co oznacza kategoryczny zakaz treściwych kremów na dzień. 
Jak tylko natknęłam się na ten krem w sieci oczywiście odezwał się u mnie głos wiecznego testera "co ci szkodzi spróbować" i już na drugi dzień pobiegłam do apteki i za cenę niecałych ośmiu złotych był w moich rękach. Podeszłam do tematu raczej na spokojnie, bo czego można wymagać za osiem złotych... 
Okazało się, że można dostać naprawdę przyzwoity krem na dzień... Który nałożony w dobrej proporcji fajnie się wchłania i nie powoduje szybszego świecenia się buzi w ciągu dnia! Matu oczywiście nie uświadczymy, ale skóra jest fajnie przygotowana na dalsze działania z kolorówką. 

Nie chcę się tu rozpisywać aż nad to o tym kremie, bo po wpisaniu frazy alantan dermoline w googlach jest już naprawdę sporo pochlebnych słów w tym temacie. Chciałam tylko dać znać, że i u mnie, na wiecznie tłustej cerze spisuje się fajnie i mimo że mam kilka kremów w użyciu z przyjemnością sięgam właśnie po niego :)

Dajcie koniecznie znać czy w Waszych kosmetyczkach jest Alantan dermoline?
Czytaj Więcej
26 Komentarze

Olejowanie włosów #3 ciała i twarzy - Joanna Oleje świata!

Pielęgnacja olejami - to pierwsze skojarzenie kiedy pomyślę o dbanie o siebie w okresie zimowym. Chciałabym Wam dziś pokrótce przedstawić nowości wypuszczone przez firmę Joanna. Oleje świata - linia ta powstała jako odpowiedź na aktualnie panujący trend na olejowanie włosów, twarzy i ciała.

Olejek, który trafił mi się do testowania jest w wersji z olejem makadamia. To wielofunkcyjny kosmetyk dzięki któremu, skóra staje się wyraźnie gładsza w dotyku a włosy bardziej odżywione i świetliste. Szybko się wchłania, doskonale regeneruje, odżywia oraz wygładza skórę. Olej makadamia jest szczególnie polecany do skóry wrażliwej i przesuszonej oraz do suchych i matowych włosów z tendencją do rozdwajania. 

Kolejną propozycją serii są  balsamy na suche miejsca 3 w 1. Składnikami aktywnymi są masło shea oraz witamina E. Naniesione na przesuszające się miejsca jak kolana, łokcie, dłonie czy stopy doskonale ujędrniają, odżywiają i zapobiegają ponownemu przesuszaniu się skóry. 

Balsamy zamknięte są w dość niehigienicznych opakowaniach, jednak zważając na to, że możemy nimi smarować przeróżne partie ciała można im to wybaczyć. Ciężko nakładało by się kosmetyk na przykład na kolana ze sztyftu.. ;) Najmocniejszym atutem tych smarowideł jest zapach. Testowane dwie wersje przeze mnie (kokos oraz pomarańcza) cechują się niebywale mocnym aromatem, który znajdzie na pewno mnóstwo zwolenników. Oba zapachy są naturalne i nie dostaniemy od nich 'mdłości' ;) Trzeci balsamik w wersji oliwkowej trafił do mojej koleżanki. Zważając na identyczny skład pewnie zachowuje się podobnie jak reszta braci. 

Po zaaplikowaniu balsamów odczujemy ulgę od razu. Przyznam się bez bicia - najczęściej smaruję nimi usta i to okazał się być strzał w dziesiątkę. Mroźne poranki dawały mi we znaki, ale w końcu znalazłam na nie sposób... i usta odetchnęły z ulgą! 

Tłusta konsystencja może być plusem i minusem. Dzięki temu że długo się wchłania usta są dłużej chronione. Jednak z drugiej strony - gdy chciałybyśmy nimi wysmarować skórki wkoło paznokci - sugerowałabym dłuższy odpoczynek od klawiatury ;) 
Każdy słoiczek kosztuje ok. 6,49zł/8g. Sądzę że to całkiem niezły deal! 

W końcu olej, który możemy z powodzeniem użyć na twarz, na włosy oraz na ciało. Do tej pory miałam lekkie opory nasmarować się olejem, który kupiłam z myślą o włosach.. ;) Kwestia opakowania - plastikowa butelka, korek pół-klik. Bardzo wygodne rozwiązanie, można kontrolować ilość wylewanego kosmetyku. Kiedy powąchałam pierwszy raz ten olejek starałam się przypomnieć jak właściwie pachnie "makadamia".. i zdałam sobie sprawę że w sumie nie miałam jeszcze kosmetyku z tym składnikiem (ach te nowe doświadczenia;) 

Ciało - użyty naprawdę w małej ilości działa cuda. Pierwszy raz przesadziłam z ilością i bardzo tego żałowałam... Nie chciał się w ogóle wchłonąć. Idealne proporcje: kropla wielkości dwóch ziarenek groszku na jedną nogę. Ach i koniecznie na wilgotne ciało. Do 5 minut możemy cieszyć się skórą jak pupcia niemowlaczka! (za to właśnie lubię olejki do ciała:)) 

Włosy - dzięki niemu zdałam sobie sprawę, że takie mixy olejowe służą moim kosmykom. Nie spodziewałam się cudów. Liczyłam na nawilżenie oraz dociążenie włosów. Po umyciu faktycznie włosy nie były obciążone czy też sianowate (jak mogłoby się zdarzyć przy źle dobranym oleju). Warto jeszcze nadmienić o długo utrzymującym się zapachu, który w żadnym wypadku nachalny nie jest. Po prostu towarzyszy przy każdym ruchu głowy! 

Twarz - tutaj nadal jestem nowicjuszem. Naniesiony cieniutką warstwą fajnie nawilżył buzię po peelingu (bo właśnie wtedy moja skóra na twarzy potrzebuje porządniejszego nawilżenia). Nie mam pojęcia jak z długofalowym olejowaniem twarzy - czy jest komedogenny czy nie. Ja i tak mam skłonności do zapychania więc po prostu nie przesadzam z częstotliwością. 
Ten wielofunkcyjny olejek dostaniemy za około 11pln/100ml. Czy już pisałam że to niezły deal? 

Jak wygląda Wasza zimowa pielęgnacja? Sięgacie częściej po oleje?
Znacie tą serię kosmetyków? 

PS. Przepraszam za przestój na blogu.. obiecuję poprawę! Świąteczny okres był szalony, ten przedsylwestrowy także. Mam nadzieję, że wierni czytelnicy mi wybaczą oraz dadzą drugą szansę :)) Ściskam!
Czytaj Więcej
18 Komentarze

Mycie pędzli - mój niezawodny sposób!

Ile razy zdarzyło się Wam nie domyć do końca pędzla z podkładu? Albo gdy myjecie pędzel po raz trzeci, i jesteście pewne że wymyłyście wszystko, a przy następnym płukaniu nadal widać podkład.. tak, brzmi znajomo ;) 

Dziś temat może niezbyt odkrywczy, swego czasu dość często był on poruszany w blogosferze, ale chciałam o nim przypomnieć. Moim idealnym zestawem do mycia pędzli do twarzy (flat topy, pędzle do pudru, różu) jest zwykła podstawka pod mydło oraz właśnie mydło - najlepszą opcją okazał się Biały Jeleń. 

Taką podstawkę dostaniemy w sieci Pepco - kosztują 1,49zł za sztukę. Jak się zapewne domyślacie - gumowe wypustki pomagają dokładniej wymywać produkt z pędzla. Dotychczas w szczególności miałam problemy z Hakuro H51 - gęsty flat top dosyć ciężko się domywał a teraz już nie mam z tym problemu ;) 

Z racji dosyć szeroko rozstawionych wypustek ta podkładka sprawdza się właśnie tylko w przypadku dużych pędzli. 

przed i po myciu!
Moje pędzle do twarzy są wykonane z włosia syntetycznego, dlatego też szare mydło okazało się strzałem w dziesiątkę. Zdecydowanie lepiej się sprawdza niż delikatne szampony dla dzieci, którymi przez ostatni czas je traktowałam;)

Jest to sposób, którym myję moje pędzle na co dzień - natomiast od czasu do czasu nadal sięgam po Brush cleanser który sama wykonuję - ma właściwości odkażające.

Dajcie koniecznie znać jak i czym myjecie swoje pędzle? :)
Czytaj Więcej
12 Komentarze

Wibo, Deep Black Eyeliner.. czy na pewno taki black?

Wibo, klasyczny eyeliner - to od niego zaczęła się moja przygoda z makijażem oka, z rysowaniem pierwszych czarnych linii wzdłuż rzęs. Wierna do dzisiaj temu kultowemu już kosmetykowi zapragnęłam zaszaleć! Bo w końcu wypuścili więcej wariantów - a to wodoodporny, a to głęboko czarny. Wszystkie trzy warianty dobrze przetestowane już przeze mnie, można by rzec że na dziesiątą stronę. Dziś trochę ponarzekam na wersję czerni super-głębokiej.  

Od technicznej strony - Eyelinery Wibo mają po 4g w buteleczkach i na promocjach kosztują niewiele ponad cztery złote. Aplikatory to pędzelki - które moim skromnym zdaniem są jednymi z lepszych pędzelków w tego typu produktach. Jakoś aplikatorki w formie twardej gąbki czy za cienkie pędzelki zdecydowanie mi nie podchodzą. Ale nie o pędzelkach dziś chciałam. 

Nie wiem co producent wrzucił takiego innowacyjnego do składu, ale nijak efekt na oku ma się do obietnic, składanych na opakowaniu. "Głęboki, intensywny odcień czerni" no jasne, ale po dwóch-trzech warstwach, jeśli przy odrobinie szczęścia nam się nie zmaże to, co już zdążyłyśmy pokryć. Tak, takie cuda też mi się już zdarzyły! 


Sama formuła tej wersji jest jakby gumowa. Przy standardowej wersji nie było mowy o zbryleniach czy takich klusek wkoło szyjki opakowania (od środka). Tutaj dzieje się to non stop, wycieranie pędzelka obowiązkowe. Żeby nie było, że moje narzekania są poparte tylko moim przykładem - tak się złożyło, że zgadałam się jeszcze z dwoma koleżankami na jego temat i odczucia były całkiem podobne... Więc coś musi być z nim nie tak;) Dajcie koniecznie znać, jeśli go miałyście/macie i jak to jest w Waszym przypadku. 

Na domiar złego jeszcze ostatnia, kluczowa kwestia. Deep Black Eyeliner ma tragiczną trwałość! Po trzech godzinach kreska jest pokruszona, a przy niewielkim wysiłku wykrusza się miejscowo i robią się nieestetyczne dziury. Nakładałam go już na wszelakie sposoby, za każdym razem zachował się podobnie. Sprawdza się jedynie kiedy mam wyskoczyć do sklepu po bułki ;) 

Podsumowując - kocham linery Wibo, ale tej wersji nie znoszę! Będę omijać szerokim łukiem...
Czytaj Więcej
13 Komentarze

Fitomed, tonik oczyszczający ziołowy (skóra tłusta)


Produkt: Tonik oczyszczający ziołowy do cery tłustej i trądzikowej
Producent: Fitomed

Składniki bioaktywne: wyciąg z szałwii, oczaru, melisy, nagietka, d-pantenol oraz substancje antybakteryjne.

Właściwości:
podstawowymi składnikami wyciągu z szałwi jest olejek i garbniki. Olejek szałwiowy oczyszcza i dezynfekuje skórę, przeciwdziała jej zbytniemu przetłuszczaniu się.

Działanie: oczyszczające, antybakteryjne. Tonik wygładza i rozjaśnia skórę, zamyka pory. Łagodzi objawy trądziku grudkowo-krostkowego.

Cena: 9pln / 200ml
Dostępność: internetowa i stacjonarna (głównie apteki)
Bezpośredni link do sklepu: KLIK


Skład: Aqua, Salvia Officinalis Extract, Hamamelis virginiana Leaf Extract, Melissa Officinalis Extract, Calendula Officinalis Extract, Panthenol, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Lactic Acid, Parfum, Phenoxyethanol(and)Ethylhexylglycerin


Opakowanie: Bardzo typowe dla toników, dzięki przezroczystej butli widać ile produktu nam zostało. Dozownik bardzo wygodny, mały otworek - nie wylewa się pół butli na raz :)

Zapach/kolor: Ojej, jak on pachnie! Fanki ziołowych woni będą zachwycone. Kolorem przypomina mocno zaparzoną herbatę - w niczym on nie przeszkadza. Jedynie możemy nie być pewne czy buźka już jest czysta - kiedy cały płatek jest beżowy od płynu ;)

Czy obietnice producenta zostały spełnione? 

  • oczyszczanie skóry - jak najbardziej !
  • przeciwdziałanie zbytniemu przetłuszczaniu się skóry - i tak i nie... na pewno nie poradzi sobie z bardzo tłustą skórą 
  • wygładzanie i rozjaśnianie skóry - wygładzanie owszem! Rozjaśnienia nie zauważyłam 
  • zamykanie porów - nie do końca - moje pory jakie były takie są. Ale na pewno ich nie zatyka ;)
  • łagodzenie objawów trądziku - faktycznie po użyciu tego toniku, moja skóra była uspokojona, ukojona. Wszelkie podrażnienia czy krostki nie znikały, ale tonik na pewno pomagał im w gojeniu się.

Moja opinia: Tonik naprawdę się sprawdził! Nie wyobrażam sobie już codziennego rytuału bez niego. Nie wysusza, nie ściąga skóry, niema mowy o podrażnieniu. 
Jedynym minusem jest pozostawianie lepkiej warstewki na twarzy - jednak od kiedy dokręciłam mu atomizer zamiast zakrętki zakochałam się w nim na nowo - mgiełka jest o tyle leciutka, że w upalne dni spryskana buźka dostawała przyjemne orzeźwienie i nawilżenie w jednym:) 
A teraz, gdy dni są chłodniejsze nie zrezygnowałam z tego patentu - po umyciu twarzy żelem, pryskam twarz tonikiem oczyszczającym Fitomed, daję mu przeschnąć, wklepuję kremik no i jest bajka :)) 


Za taką cenę naprawdę warto wypróbować. Naturalny skład, dobra marka, wydajność i świetna jakość :) 
Znacie ten tonik?:) Lubicie Fitomed? Dajce mi znać co polecacie jeszcze z tej marki!



Czytaj Więcej
20 Komentarze

Fitomed, ziołowy żel do mycia twarzy (skóra tłusta)


Produkt: Żel do mycia twarzy ziołowy do cery tłustej
Producent: Fitomed
Opis: Doskonałe właściwości myjące żelu zapewniają saponiny uzyskane z korzenia mydlnicy lekarskiej. Żel posiada odczyn lekkokwaśny i nie zawiera mydeł alkalicznych,  które zbytnio odtłuszczają skórę, uszkadzając powłokę ochronną. Naruszenie warstwy ochronnej daje podłoże do rozwoju bakterii w wyniku utraty odporności naskórka. W celu zapewnienia właściwego oczyszczenia żel zawiera wyciąg z ziół: szałwii, melisy, oczaru, nagietka o działaniu oczyszczającym, regulującym wydzielanie łoju, ściągającym. 
Cena: 9pln / 200ml 
Dostępność: internetowa i stacjonarna (głównie apteki)
Bezpośredni link do sklepu: KLIK

  
 
Opakowanie: 200ml żelu dostajemy w miękkiej butelce zakończonej 'dziubkiem'. Ta forma jest średnio wygodna dla żelu (zdarza mi się nalać więcej niż potrzebuję). Lepiej sprawdziłaby się pompka;) Lecz za to jaki jest jestem w stanie mu wybaczyć niuanse opakowania. 
Konsystencja/kolor: Produkt ma półprzezroczysty, brązowy kolor. Konsystencja jest odpowiednia dla tego typu kosmetyków - żelowa, nie lejąca się, łatwa do aplikacji. 
Zapach: Każda fanka ziołowych zapachów będzie zachwycona! Żel pachnie bardzo przyjemnie, nienachalnie. Woń nie utrzymuje się na skórze. 


Wydajność: Bardzo dobra! Do umycia buźki wystarczy naprawdę niewielka ilość. Kropla żelu po rozsmarowaniu przeistacza się w lekką piankę, która delikatnie oczyszcza naszą skórę. 
Działanie i moja opinia: Żel bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Niepozorny kosmetyk zdziałał cuda na mojej buzi! W końcu zapomniałam co znaczyło uczucie ściągnięcia po myciu :) Pozbyłam się suchych miejsc na buzi, które mnie męczyły. Jak wspomina producent, żel ten wolny jest od wysuszających składników (jakieś pochodne mydeł:D) więc niema mowy o Saharze na buzi. 
Również dzięki niemu uregulowało mi się wydzielanie sebum. Skóra nie świeci się aż tak, jak wcześniej.
Duży plus również za naturalny skład, nietestowanie na zwierzętach oraz niską cenę :) 
Stosunek jakość do ceny: rewelacyjny :) 



Kto jeszcze nie zna Fitomed'u gorąco zachęcam do wypróbowania choć jednego kosmetyku - na pewno przepadnie tak jak ja! 

Znacie Fitomed? :)
Czytaj Więcej
23 Komentarze

BeBeauty, micelarny żel nawilżający do mycia i demakijażu

Cześć dziewczyny!
Musicie mi wybaczyć moją tak długa nieobecność tutaj, spowodowaną głównie brakiem weny. Jednak już wracam, pełna energii, nowych pomysłów i publikować regularnie;). W ogóle czas tak szybko leci.. Dopiero co skończył się weekend majowy, a tu już dzisiaj mamy siedemnastego maja! W międzyczasie zaliczyłam dwa koncerty - pierwszy - Hunter - polski zespół, który nie zawiedzie żadnego fana mocnych brzmień:) Drugi - Enej - dał się poznać już zapewne każdemu polakowi, ja ich darzę ogromną sympatią za te lekkie, przyjemne piosenki, których teksty tak łatwo wbijają się w pamięć!:)
Po za tym wielkimi krokami zaczyna się u mnie sesja - pierwszy egzamin już 28. maja :) Mam nadzieję, że i ten semestr uda mi się zaliczyć tak łatwo jak pierwszy:D:)
No ale nie o tym dziś chciałam. Zapraszam na kolejną recenzję mojego ulubieńca:))


Produkt: micelarny żel nawilżający do mycia i demakijażu
Producent: Be Beauty / Biedronka
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Disodium cocoamphodiacetate, PEG-40 hydrogenated Castor Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer 184, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Hydroxopropyl Guar hydroxypropyltrimonium Chloride, Sophora Japonica Leaf Extract, Panthenol, Sodium Hydroxide, Sodium citrarte, Sodium chloride, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone.
Opis: 


Moja opinia: Produkty z Biedronki darzę wyjątkową sympatią, zawsze z wielkim zaciekawieniem do nich podchodzę. Tak też zaczęła się przygoda z tym oto żelem. Całkiem przypadkiem, jeszcze w starym design'ie wzięty z półki (przypadkiem, bo nie mam skóry wrażliwej/suchej) ale stwierdziłam, że krzywdy nie zrobi! Okazał się strzałem w dziesiątkę. Moja tłusta skóra w końcu podziękowała mi, że przestałam ją maltretować wysuszającymi żelami antybakteryjnymi, ściągającymi, na odblokowanie porów etc. Ten zwykły żel micelarny w końcu pozwolił odetchnąć mojej skórze :)
Po każdorazowym myciu nie czuję ściągnięcia, przez co coraz rzadziej sięgam wieczorem po krem. Idealnie oczyszcza buźkę z zabrudzeń, które się skumulowały po całym dniu, pozostawiając ją świeżą, miękką i czystą!
Nie testuję jak się zachowuje z demakijażem oczu - od tego mam jego wycofywanego brata, płyn micelarny. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


Z wydajnością jest okej, bąbel wielkości dwóch ziarenek groszku jest w stanie umyć całą buźkę. Opakowanie 150ml wystarcza mi spokojnie na 2 miesiące codziennego użytkowania.
Jego konsystencja przezroczystego żelu sprawia, że i aplikacja jest równie bezproblemowa - łatwo się rozprowadza oraz tak samo spłukuje z twarzy:)
Nie zauważyłam zapychania porów czy powodowania podrażnień. Ideał za śmieszną kwotę :)
Cena: ok. 4,99pln / 150ml
Dostępność: każda Biedronka

Miałyście go? Lubicie? :) Jak podchodzicie do produktów z Biedronki? ;) 
Buziaki!

Czytaj Więcej
18 Komentarze

Organiczna odżywka nawilżająca - CURLS CONDITIONER TARA SMITH


Produkt: C CURLS CONDITIONER Odżywka nawilżająca do włosów kręconych - stymuluje i odżywia suche włosy
Producent: Tara Smith
Opis: Odżywka do włosów kręconych Tara Smith C Curls z ekstraktem z oliwek doskonale nawilży i nada wspaniałego połysku Twoim włosom.
Zawarte w odżywce białko sojowe wzmacnia oraz zapewnia ochronę dla włosa nadając mu elastyczność i połysk. Odżywka nie zawiera żadnych środków chemicznych jest w 100% stworzona z naturalnych składników! Kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach tylko na gwiazdach filmowych! (to lubię:D)
 
Skład odżywki:
- Algi morskie (Zawierają bardzo duże ilości aminokwasów, które regenerują uszkodzone włosy.
Mają mocno nawilżające właściwości, polegające na wiązaniu i zatrzymywaniu najważniejszych składników, potrzebnych do budowania łuski włosów
)
- Cynk,miedź,magnez, żelazo (dostarczają składniki odżywcze dając komórkom możliwości odżywcze zarówno dla skóry głowy jak i włosów)
- Nawilżające proteiny Soi (Ekstrakt z ryżu/chińskiej soi / pszenicy / jęczmienia / prosa- w jednej odżywce. Ze względu na swą szczególna zawartość, wspomniane rośliny zawierają 85 niezbędnych aminokwasów jakich potrzebuje ludzkie ciało. Teki zestaw jest źródłem naturalnej ochrony włosów, tworząc na ich powierzchni warstwę z białka, która chroni je przed szkodliwymi wpływami środowiska.)
- Phytokeratin (Mieszanka roślin aminokwasów, która nasila wolne aminokwasy naturalnie obecne we włosach. To one są w stanie przenikać w głąb włosów aby zwiększyć zdolność wiązania w nich wilgoci aby nadać im blask.)
- Grejpfrut, Pomarańcza, Cytryna, Eukaliptus, Mięta Pieprzowa, Goździk (zapach)


Moja opinia: Dłuugo miałam chrapkę na organiczne, naturalne, wegańskie cudo. Nigdy nie mogło się złożyć bym je mogła przetestować. A to nie było go nigdzie on-line, a to miałam zapasy odżywek na rok:D Jednak ostatnio przy składaniu zamówienia na Paatalu przypomniałam sobie o niej. Mowa o odżywce do włosów kręconych Tara Smith.
Odżywka ma małą (jak na odżywkę) pojemność 100ml, opakowanie wykonane jest z grubego plastiku (nie da się naciskać:D), myślę że przy końcówce będzie ciężko wydobywać produkt. Dozownik dość wygodny, typu klik.
Konsystencja odżywki jest zadziwiająco gęsta. Przypomina nieco śmietanę:) Przy aplikacji nie ścieka z włosów, co jest ogromnym plusem.
Zapach to ciekawy punkt tej recenzji. W 100% organiczna mieszanka greipfruta, pomarańczy, cytryny, lawendy, eukaliptusa, mięty pieprzowej, geranium i goździków. (chociaż na nos zwykłego Kowalskiego powiedziałabym: aloes z miętą :) haha:) ) Woń w opakowaniu jest bardzo mocna, orzeźwiająca wręcz:) Na włosach nie utrzymuje się, a szkoda:)
Czy odżywka działa? Absolutnie tak! U mnie sprawdza się naprawdę genialnie. Włosy są wyczuwalnie nawilżone, dociążone, pełne blasku. Jednocześnie wolne od parabenów, silikonów i SLSów:)
Producent zaleca przy ekstremalnie suchych włosach zostawić odrobinę odżywki (nie spłukiwać jej) Ta wariacja spodobała się i moim kłaczkom (a raczej końcom:)
Na pewno jeszcze spróbuję żółtej wersji do włosów prostych:)


Jeśli spodobała się Wam tak bardzo jak mi, można ją aktualnie nabyć w Paatalu :)
Gdzie kupić? Paatal
Za ile? 6,19pln / 100ml
Czytaj Więcej
24 Komentarze

Joanna Naturia Body - balsam do ciała z zieloną herbatą


Produkt: pielęgnujący balsam do ciała z zieloną herbatą
Producent: Joanna / seria Naturia Body
Opis: Balsam do ciała Naturia body z ekstraktem z zielonej herbaty zapewnia optymalną pielęgnację skóry. Nadaje jej gładkość i elastyczność oraz sprawia, że staje się miękka i miła w dotyku. Dzięki jedwabistej konsystencji balsam doskonale się wchłania i intensywnie pielęgnuje Twoje ciało.
Zielona herbata – działa ochronnie i pielęgnujące, a dzięki obecności antyoksydantów zapewnia ochronę przed procesami przyspieszonego starzenia się skóry.
Cena: max 10pln za (!) 500ml. 


Opakowanie: Jak na półlitrowego giganta całkiem poręczne! Przyzwyczajone oczy do balsamów o pojemności 250ml mogą być zdziwione jak ja;) Ale to oczywiście na plus. Co do samej butli brak zastrzeżeń, zatyczka funkcjonalna, odpowiedni otworek pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości produktu, ile chcemy w danej chwili.
Zapach: Iście wiosenny! Coś idealnego na ten okres oczekiwania na wiosnę:) Naturia Body faktycznie pachnie zieloną herbatą, taką prawdziwą a nie jakimś chemicznym zapaszkiem:) Jest bardzo rześki, idealny na zaspane poranki. Zielona herbata zauważalnie daje kopa na pół dnia, poprawia nastrój:) Woń nie jest w żadnym wypadku nachalna, po wysmarowaniu się intensywnie pachnie przez godzinkę, potem subtelnie się ulatnia.
Konsystencja: Dość rzadka, ale w tym przypadku to plus. Uwielbiam balsamy,  które szybko się wchłaniają i nie marnują naszego cennego czasu np. rano. Mimo rzadkiej postaci, nawilżenie w balsamie Joanna jest wyczuwalne przez dobre kilka godzin. I właśnie tego oczekuję od balsamu! :)

Podsumowanie: Joanna oferuje nam bardzo przyzwoity balsam, który pomaga utrzymać w równowadze skórę normalną, która nie potrzebuje bardzo mocnego nawilżenia. Na pewno nie poradzi sobie na przykład z odwodnioną skórą, która po dużym przesuszeniu potrzebowałaby odnowy. Balsam idealnie się sprawdzi na cieplejsze dni, gdyż dzięki swojej formule bardzo szybko się wchłania i absolutne nie zostawia żadnego tłustego filmu.
Fajnie też sprawdza się jako krem do rąk:)

Plusy: 
+ szybkie wchłanianie się
+ przyzwoite nawilżenie, utrzymujące się kilka godzin
+ nienachalny zapach, który pobudza i daje kopa :)
+ stosunek ilości/jakości do ceny: bardzo dobry

Minusów nie odnotowałam:)

 Dziękuję firmie Joanna za możliwość przetestowania tego produktu. 
Fakt, że dostałam go do recenzji nie miał wpływu na jego ocenę.

A Wy dziewczyny, na jakie balsamy stawiacie gdy wiosna za oknem? :)
Czytaj Więcej
29 Komentarze

Nudziaki idealne!


Usta w kolorze nude, choć mam wrażenie że zostały nieco wyparte przez kolorowe wersje, nadal są w cenie. W końcu rano wystarczy tylko przeciągnąć usta pomadką, zaspane czy nie, zawsze będziemy super wyglądać;)
Sama nie mam dużo produktów do ust, bo zwyczajnie nie lubię, kiedy coś leży i się marnuje. Na dzień dzisiejszy mam trzy nudziaki :) To wystarcza. Zapraszam na mały przegląd!

Manhattan SOFT MAT lip cream nr 95M - o nim była osobna notka, do której Was zapraszam TUTAJ
Nudziak trwały, matowy, idealny!


Pozostałe dwie szminki są od Maybelline. Obie mają po ok 4,2g, kremowe, łatwe do nałożenia, nawilżające.  



MNY g100 CHESTNUT to nude, w kierunku do brązu. Na ustach prezentuje się bardzo ładnie, kryje dość mocno, lecz nie można tego nazwać pełnym kryciem:)

MNY MATERIAL GIRL 809A to pół transparentna szminka, ma tendencje do smużenia, nałożona z odrobiną uwagi wygląda dobrze (wręcz niewidocznie) Pozostawia zdrowy blask na ustach :) Lekko podkreśla naturalny koloryt naszych ust.
u góry: Material girl
na dole: Chestnut
Swatche dobrze pokazują, że się różnią, jednak na ustach różnica jest bardzo niewielka.  Obie utrzymują się 1-2 godziny na ustach. Po takich szminkach niema co spodziewać się trwałości od świtu do zmroku :D Są lekkie, bardzo przypominają balsamy/błyszczyki.

A Wy po jakie produkty do ust sięgacie codziennie? :)
Buziaki!
Czytaj Więcej
26 Komentarze

ISANA Hair Red - szampon do włosów rudych z wyciągiem z henny


Produkt: ISANA Hair Red - szampon do włosów rudych i farbowanych na rudo z wyciągiem z henny i granatu, z filtrem UV i pigmentami koloryzującymi.szampon do rudych włosów
Opis: Szampon z wyciągiem z henny i granatu został opracowany specjalnie z myślą o potrzebach włosów rudych i farbowanych na rudo. Wyjątkowe substancje pielęgnujące, takie jak pantenol chronią włosy przed wysuszeniem i dodają im pięknego blasku. Formuła pielęgnująca z witaminą E, filtrem UV i pigmentami koloryzującymi pozwala włosom zachować przez długi czas lśniący rudy kolor.
Cena: ok. 6-8pln / 250ml
Skład: 

Moja opinia: Długo szukałam szamponu, który: pozwoli dłużej cieszyć się rudościami na łebku, nie będzie miał SLSów i silikonów. Taki szampon chyba nie istnieje:D Albo zostawało myć łagodnym szamponem, tracąc na kolorze, albo naładowanym silikonami cudem, dzięki któremu rudy, był po prostu dłużej rudy.

ISANA RED HAIR długo kusiła mnie na Rossmannowskiej półce nim po nią sięgnęłam. Drogeryjny "must have" - SLS w składzie zawsze mnie zniechęcał. Aż w końcu, promocja, Klaudia została skuszona ceną, trzeba było go w końcu wypróbować. Po głębszej analizie składu (zapytałam na forum wizażu :) "szampon lekko kwasny, zawiera troche skladnikow nawilzajacych, troche quatrenium zachowujacych sie podobnie do silikonow" typowego dimethicone niema, na czym mi zależało.
SLS nigdy drastycznie mi nie szkodziło, więc nie przestaję używać tego szamponu. SUPER zmywa oleje, SUPER się pieni, 2 razy wystarczy by włosy były dokładnie oczyszczone. Przy tym wszyskim mam wrażenie, że faktycznie przedłuża kolor rudy na moich włosach. A o to mi chodziło:) 

 
Konsystencja tego szamponu nie zachęca, przypomina rozwodniony ketchup;) Podczas mycia wszystko jest rude, niczym po polu bitwy:) Mało co wierzę w działanie ekstraktu z henny, gdyż ten jest daleko w składzie i figuruje zapewne tylko symbolicznie, a kolor szamponu jest również zabarwiony nic nie znaczącym barwnikiem.

+ dobrze oczyszcza włosy, nie są oklapnięte
+ świetnie radzi sobie z olejami
+ faktycznie przedłuża świeżość koloru na głowie
+ nie wysusza skalpu
+ włosy są błyszczące
+ brak typowego silikonu w składzie
+ filtr UV, który na pewno przyda się w lecie
+ stosunek jakości do ceny: bardzo dobry
+ łatwo dostępny
+ wydajny, mimo, że butla ma 250ml starcza na stosunkowo długi czas
+ ładny zapach ;)

- ostry detergent w składzie (sls)


Podsumowując, ten szampon bardzo przypadł mi do gustu, na razie nie szukam niczego innego:) 
Może wśród Was są jeszcze maniaczki rudych kłaczków i podzielą się ze mną, JAK walczą z wypłukującym się kolorem :)  ? Chętnie poczytam
Buziaki Kochani!! :)
Czytaj Więcej
25 Komentarze

Odświeżenie rudego koloru na głowie; Delia 7.44 rudy


Posty o farbowaniu cieszą się największą popularnością na moim blogu, dlatego postanowiłam i tym razem podzielić się z Wami efektami kolejnej koloryzacji na moich kłaczkach. Farbę z Delii znacie już bardzo dobrze, odsyłam do tego posta.

Producenci farb do włosów chyba nie chcą zarabiać, wprowadzając w swoje wachlarze po jednym odcieniu rudego :D Naprawdę nie rozumiem tego, jak brązów może być 10 odcieni, blondów jeszcze więcej, o czarnych nie wspomnę, kiedy rudy (a najczęściej jest to jednak czerwony) jest jeden odcień i to na dodatek paskudny:) No ale nie o tym dzisiaj.

Moje kłaczki przed farbowaniem:


odrost BARDZO widocznie zauważalny:D włosy nie były tykane farbą od prawie 4 miesięcy:) Kolor wypłukany doszczętnie.


na czubek głowy położyłam Delia 7.44 rudy, a że jedno opakowanie to za mało, dołożyłyśmy z mamą farbę z Palette (na pewno wycofana, farba przeleżała dobre 2-3 lata w szafce łazienkowej:D) ale jak widać nic się z nią złego nie stało, a i odcień włosów zrobił się ciekawszy:) Tak to prezentowało się dzień po farbowaniu, natomiast 2 mycia po farbowaniu włosy prezentują się następująco:


Po ostatnim farbowaniu Delią byłam bardzo zadowolona :) Tym razem też fajnie kolor wyszedł. Piszcie, co myślicie i jak Wam się podoba :) buziaki!!
Czytaj Więcej
39 Komentarze

Original Source: żel pod prysznic Raspberry & Vanilla milk


Produkt: żel pod prysznic Raspberry & Vanilla milk
Producent: Original Source
Opis: Sprawdź co potrafi połączenie dojrzałych i soczystych malin ze słodyczą i aromatem wanilii! Może zamienić się w pianki marshmallow, ale my ukryliśmy je w żelu pod prysznic Original Source Raspberry & Vanilla Milk. Rutyna porannego prysznica rozpłynie się w słodkim relaksującym niedoczasie i przygotuje Cię na spotkanie ze skrzeczącą rzeczywistością. Poczuj to i zdecyduj czy malina i wanilia to coś dla Ciebie.
Cena/pojemność: ceny się wahają, często można je spotkać na promocji za 5,99pln / 250ml  
Dostępność: Rossmann, Tesco, Natura, osiedlowe drogerie 


OPAKOWANIE: Zdecydowanie wyróżniające się na półce z tuzinami innych żeli pod prysznic:) Po prostu uwielbiam design żeli Original Source. Ujmują mnie swoją prostotą, nietuzinkowym przekazem (produkty vegańskie, firma dba o recykling, czyli eco pełną parą;)
Co do technicznej strony, żel zamknięty jest w plastikowej, stojącej na "głowie" butelczynie. Dozownik jest idealny dla tego typu kosmetyków - ma silikonowy zaworek (niczym ketchup Pudliszki :) i nic się nam nie wylewa.

KONSYSTENCJA: Niczym się nie wyróżniająca spośród innych żeli;) Nie za rzadka, nie jest też galaretowata. Pozwala zastosować tyle kosmetyku, ile chcemy. Pieni się bardzo dobrze, niema z tym problemów:)

ZAPACH: Och, tutaj można napisać cały elaborat na ten temat:) Przez ten zapach najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica! Mało w nim malin jak na kosmetyk z malinami, a dla mnie pachnie.. niczym Chupa Chups :D Oj pamiętam ten smak dzieciństwa, bodajże był to smak jakiegoś shake'a - niebo w gębie. Myjąc się tym żelem mam podobne skojarzenia :) Fanki cukierkowych zapachów będą w SIÓDMYM NIEBIE:) Niestety ogromny minus za to, że nie utrzymuje się ani chwili na mojej skórze, a SZKODA:(

WYDAJNOŚĆ: Wydaje mi się, że nie jest źle. Dzięki silikonowemu otworkowi zużywam go zdecydowanie mniej, niż tradycyjny żel. 


PODSUMOWANIE: Żele OS zagoszczą u mnie jeszcze nieraz, ze względu na szeroki wachlarz zapachów :) Ten jest dopiero moim drugim w kolekcji, ale wraz z czasem apetyt na nie rośnie :) Jedynym minusem są składy, OS kreuje się na ekologiczną, wegańską i przyjazną firmę, a w składzie pierwszy króluje silny detergent SLS. U niektórych powoduje wysuszanie skóry, ja na szczęście nic takiego nie zauważyłam;) Moja skóra bardzo się z nimi polubiła :) A Ty, miałaś/masz już swojego Chupa Chupsa? :D

Czytaj Więcej
43 Komentarze
Obsługiwane przez usługę Blogger.